Informacja z minionego tygodnia o tym, że w kilku polskich miastach Bolt zaczyna oferować swoje elektryczne hulajnogi po 20 gr za minutę (przy braku opłaty za odblokowanie) przeszła bez większego rozgłosu. Tymczasem, jeśli ta stawka (obniżona z wcześniejszych 50 gr) okaże względnie trwała, jest to jedno z ciekawszych ostatnio wydarzeń na polskim rynku współdzielonej mikromobilności.

W tym momencie przykładowo 15-minutowa podróż zieloną hulajnogą estońskiego operatora kosztuje 3 zł. W mieście przez kwadrans, uwzględniając światła i inne przeszkody, można pokonać ok. 4 km (dozwolona prędkość e-hulajnogi w myśl nowych przepisów to 20 km/h). Dla porównania: 20-minutowy bilet komunikacji miejskiej w Warszawie kosztuje obecnie 3,40 zł.

Nowa oferta cenowa obowiązuje na czas nieokreślony w Warszawie, Lublinie, Trójmieście, Toruniu, Olsztynie, Gorzowie Wielkopolskim i Rzeszowie – dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Bolta, który oferuje swoje jednoślady w sumie w 24 miastach Polski.

Jazda e-hulajnogą coraz tańsza

Przypomnijmy: 3 zł to kwota, którą jeszcze dwa lata temu operatorzy elektrycznych hulajnóg potrafili inkasować za samo odblokowanie pojazdu – i dopiero od tego momentu zaczynali naliczać stawkę minutową, sięgającą wówczas z reguły 50 gr. Od tego czasu ekonomiczny wymiar oferty współdzielonych elektrycznych hulajnóg bardzo mocno się zmienił.

Elektryczne jednoślady, z kosztownej wielkomiejskiej nowinki, stały się jedną z najtańszych opcji komunikacyjnych na dystansie do ok. 5 km.

Bo swoje stawki znacznie obniżyli też inni operatorzy. Powszechne niegdyś opłaty za odblokowanie spotyka się coraz rzadziej. Niestety, wszelkie porównania cen na tym rynku bardzo szybko tracą aktualność, ponieważ modele taryfowe firm cały czas się zmieniają i różnią się w zależności od miasta (np. firma Lime w stolicy wiosną nie inkasowała już w ogóle opłaty za odblokowanie, obecnie zaś pobiera na start 3 zł – ale mieści się już w tym 5-minutowy wynajem). Generalny trend zniżkowy jest jednak faktem, jego początki odnotowaliśmy zresztą już w w zeszłym roku).

Hulajnogi Dott - zawieszka promocyjna
Element rywalizacji cenowej. Operatorzy konkurują, klienci dostają coraz tańsze oferty. Fot ZD / SmartRide.pl

Na krótkie dystanse tańszy od e-hulajnogi jest obecnie już chyba tylko miejski rower publiczny (przez pierwsze 20 min jest on z reguły w ogóle darmowy) – ale usługę bikesharingu w lwiej części dotują samorządy.

– Mamy świadomość, że cena jest bardzo ważnym czynnikiem przy wyborze hulajnogi z wypożyczalni – mówi Valerii Romanov, szef Bolt Rentals na Polskę.

Przychody to także kary

Pytanie, które zawsze w takim momencie się pojawia, brzmi: w jakim stopniu można traktować niskie stawki jako względnie stały poziom równowagi rynkowej, a na ile są one chwilowym zabiegiem w walce o klienta.  Inaczej mówiąc – czy biznes wynajmu e-hulajnóg, nawet najbardziej efektywnie prowadzony, ma szansę “spinać się” przy stawkach tego rzędu.

– Do tej konkretnej stawki ciężko się odnieść, ponieważ każdy z operatorów ma inny kształt rachunku zysku i strat. Na pewno jednak przy tym poziomie cen dochodowość jest ogromnym wyzwaniem, nie jest to strategia możliwa do utrzymania bez subsydiów. I to patrząc tylko z perspektywy dochodowości operacyjnej, nie licząc kapitałochłonnego zaplecza – ocenił menedżer jednego z konkurencyjnych operatorów (oczywiście zastrzegając anonimowość). Podkreślił też, że na przychody od użytkowników składają się nie tylko opłaty za jazdę, ale także wpływy z różnego rodzaju kar za złamanie regulaminu.

– 20 gr za minutę to już dumping… – ocenia przedsiębiorca, który przez około rok był franczyzobiorcą dużej sieci hulajnogowej w kilku miastach. – Wynajem trwa średnio 10 min. To daje 2 zł. Hulajnoga na jednym ładowaniu obsłuży trzy-cztery wynajmy. Czyli mamy, powiedzmy, 8 zł. Przy 1 tys. hulajnóg we flocie i utylizacji 80 proc. daje to raptem ok. 6,4 tys zł dziennie. A auta, serwisy, magazyn, prąd, zbieracze hulajnóg, to wszystko kosztuje… – mówi nasz rozmówca.

• ZOBACZ: E-hulajnoga + alkohol to zły pomysł

Hulajnogi Bolt za 5 centów

Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. O agresywnej polityce cenowej Bolta na rynku niemieckim pisała w maju tego roku agencja Reuters – estoński operator wprowadził wtedy swoje e-hulajnogi do dziewięciu miast w Niemczech, oferując, cytujemy za agencją, “ultraniski cennik”. Z artykułu Reutersa wynika, że estońska firma zaoferowała tam e-hulajnogi po 5 eurocentów za minutę, również bez opłaty startowej, podczas gdy standardowe stawki na tamtym rynku to 1 euro na start plus 15-20 eurocentów za minutę. Biorąc pod uwagę większą siłę nabywczą Niemców – jest to relatywnie jeszcze taniej niż w Polsce.

Zapytany o to Markus Villig, współzałożyciel Bolta, stwierdził wówczas, iż na taki poziom cen jego firma może sobie pozwolić dzięki rozłożeniu kosztów działalności na wiele usług, które świadczy poza wynajmem hulajnóg (chodzi tu oczywiście o przewóz osób, dostawy posiłków, usługi kurierskie, niekiedy także wynajem rowerów elektrycznych). Bolt zawsze podkreśla też korzyści płynące z używania e-hulajnóg swojej własnej konstrukcji, które mają być szczególnie oszczędne w eksploatacji i serwisie.

Niezależnie od tego, na jakim poziomie ukształtują się w przyszłości stawki w sharingowej mikromobilności w Polsce, nie ma raczej wątpliwości, że przystępność cenowa tych usług sprzyja popularyzacji wynajmu elektrycznych hulajnóg. A im więcej osób będzie intensywnie wykorzystywać ten środek lokomocji, tym mocniejsza będzie pozycja operatorów w rozmowach z władzami miast o warunkach świadczenia tego typu usług. W tym o podejściu miast do wciąż problematycznej kwestii parkowania e-hulajnóg.

[Edytowano – dodaliśmy komentarz byłego franczyzobiorcy]


NIE RYZYKUJ MANDATU – POZNAJ NOWE PRZEPISY:

Elektryczne hulajnogi – przepisy i regulacje. “SmartRide. Przepis na jazdę”

WSPARCIE