Amerykańska organizacja branżowa The Micromobility Coalition zbadała w jaki sposób nowa mikromobilność (e-hulajnogi oraz elektryczne rowery) może wpłynąć na rynek pracy. Konkretnie – jak poszerza liczbę i wybór miejsc pracy, znajdujących się w zasięgu akceptowalnym dla pracownika, który – to tutaj kluczowe – nie ma samochodu lub nie chce z niego korzystać. W związku z tym do bardziej oddalonych miejsc pracy dociera transportem zbiorowym, zaś odcinki między domem lub pracą a przystankami pokonuje pieszo.

Albo – i to właśnie badano – włącza w swoją podróż nowe środki lokomocji, czyli e-hulajnogę bądź e-rower.

Przyjęto założenie, że o rozsądnym zasięgu mówimy wtedy, gdy czas dotarcia do pracy nie przekracza 45 min. Przeanalizowano dwa miasta – Miami oraz Seattle. Modele badawcze opracowała spółka Conveyal – firma konsultingowo-technologiczna specjalizująca się w dziedzinie transportu.

E-hulajnoga zbliża pracę do ludzi

Rezultaty badania opublikowano we wrześniu. Średnie wyniki dla Miami: rozpowszechnienie usług mikromobilności (czytaj: sharingu e-hulajnóg i e-rowerów, choć słowo sharing w raportach z badań akurat nie pada) zwiększyłoby ofertę miejsc pracy dla mieszkańca tego miasta o 40 proc. Dziś „statystyczny” mieszkaniec Miami może w ciągu trzech kwadransów dotrzeć transportem zbiorowym i pieszo do 281 tys. miejsc pracy. Gdy dodać do tego możliwość pokonania części trasy e-hulajnogą czy e-rowerem – liczba ta wzrasta do 394 tys. – twierdzą autorzy badań.

W przypadku Seattle wzrost był podobny – z 283 tys. do 382 tys. miejsc pracy. Czyli – 35 proc. więcej dostępnych stanowisk, bez wydłużania czasu dotarcia do pracy i bez uruchamiania samochodu.

Mikromobilność hulajnogi praca - Seattle
Ilustracja do jednej z analiz. Mieszkańcy Capitol Hill w Seattle (pinezka na mapie) w ciągu 45 min mogą dostać się transportem publicznym i pieszo do pracy w strefie zaznaczonej kolorem łososiowym. Jeśli na którymś etapie podróży  mogą dodatkowo skorzystać z elektrycznej hulajnogi – strefa powiększa się o obszar zaznaczony na niebiesko. Źródło: The Micromobility Coalition

W odniesieniu do niektórych dzielnic czy osiedli sytuacja potrafiła się zmienić na korzyść w jeszcze większym stopniu.- Powszechne włączenie elektrycznych hulajnóg jako opcji w codziennych dojazdach oznaczałoby mocne zwiększenie dostępności miejsc pracy – komentuje Ryan McConaghy, dyrektor The Micromobility Coalition, cytowany w informacji prasowej.

Organizacja zauważa, że badane zjawisko częściowo już się potwierdziło, dzięki półrocznemu pilotażowemu programowi mikromobilności, wprowadzonemu w Miami na lokalną skalę – tj. w jednej z dzielnic miasta (District 2). Władze dopuściły tam w kwietniu tego roku do działania sześciu operatorów elektrycznych hulajnóg (firmy Bird, Bolt, Jump, Lime, Lyft i Spin). Co trzeba odnotować – w pozostałych częściach miasta e-hulajnogi sharingowe są na razie zakazane.

Autorzy analizy brali pod uwagę różne scenariusze, zależnie od stopnia dostępności urządzeń transportu osobistego. Zakładali, że czas potrzebny na przesiadkę z transportu zbiorowego i uruchomienie e-hulajnogi lub e-roweru to 5 min (co wliczano w czas podróży), a prędkość jazdy na nich to ok. 15 km/h. Bardziej szczegółowe kwestie metodologiczne można poznać w źródłowych opracowaniach dla Miami i dla Seattle.

Czy w Polsce możliwość dotarcia do pracy w stosunkowo krótkim czasie, bez konieczności korzystania z samochodu, jest istotna dla pracowników – np. przy decyzji o zmianie miejsca pracy? Nie znamy badań dających bezpośrednią odpowiedź na to pytanie. Z sondażu firmy Pracuj.pl z 2017 r. wynika, że chęć pracy bliżej miejsca zamieszkania nie należy wprawdzie do  pierwszoplanowych powodów takiej decyzji (są nimi większe zarobki i rozwój zawodowy), niemniej ma dla pracowników podobne znaczenie jak nadmiar obowiązków, zbyt duży stres lub brak szansy na awans w obecnym miejscu pracy.

Mikromobilność rynek pracy
Źródło: Pracuj.pl

Tematyką znaczenia mikromobilności miejskiej dla firm, biznesu, pracowników i klientów będziemy wkrótce zajmować się szerzej na SmartRide.pl.