Największa na świecie firma hulajnogowa Lime może mieć przed sobą tylko 12 tygodni. Na tyle wystarczy spółce pieniędzy w sytuacji, gdy koronawirus wyeliminował hulajnogi na minuty z większości miast świata, w których firma działała – wynika z opublikowanego dziś artykułu “Bloomberga”. Aby oddalić czarny scenariusz (który de facto oznaczałby bankructwo) amerykańska spółka planuje zwolnienia.

Tąpnięcie w przejazdach i przychodach

Epidemia, rządowe blokady i wezwania do samoizolacji spowodowały zamarcie ruchu w miastach. Lime, podobnie jak jej największy konkurent Bird, zareagowała na to, ogłaszając w ubiegłym tygodniu zawieszenie usług – zapowiedziała, że wycofa hulajnogi z rynku europejskiego, amerykańskiego, a także m.in. Izraela i Brazylii. Zawieszenie objęło również polskie miasta – Warszawę, Wrocław i Poznań. W ten sposób firma z dnia na dzień straciła ogromną większość przychodów.

• Czytaj: Epidemia uderza w hulajnogi. Pierwsze firmy zawieszają usługi

• Czytaj: Bird ogłasza zwolnienia – pracę straci 30 proc. pracowników

• Czytaj: Wartość Lime stopniała z 2,4 mld do 400 mln dol.

Serwis ekonomiczny “Bloomberg” dotarł do wewnętrznych dokumentów Lime, pokazujących skalę biznesowych spustoszeń. Jak podaje, jeszcze w sobotę 14 marca Lime odnotowała na świecie ok. 147 tys. przejazdów. Trzy dni później, w miarę jak miejskie blokady przybierały na sile, liczba ta spadła o dwie trzecie, do zaledwie 52 tys.

W Paryżu – to największy na świecie rynek dla Lime – załamanie osiągnęło skalę 98 proc., liczba dziennych przejazdów zmalała do 300 dziennie. Stolica Francji spadła w efekcie pod względem wypożyczeń poniżej polskiego Wrocławia.

Dzienne przychody Lime z przejazdów skurczyły się w tym okresie o prawie 70 proc., spadając z 617 tys. dol. do niecałych 193 tys. dol.

Pieniędzy zabraknie za 12 tygodni

Powołując się na nieujawnione, dobrze poinformowane źródło w firmie, “Bloomberg” podaje, że w styczniu Lime miała zasoby gotówki na poziomie 50 mln dol., a miesięcznie firma spala ok. 22,5 mln dol. Uwzględniając skalę wciąż jeszcze osiąganych przychodów, informator ten oszacował, że Lime ma przed sobą ok. 12 tygodni – potem spółce skończą się pieniądze.

A to oznaczałoby upadek, chyba że firmę wspomogą inwestorzy kolejnymi transzami kapitału.

Czy przez ten czas na jakichkolwiek istotnych rynkach świata koronawirus cofnie się zauważalnie, dzięki czemu ludzie znów sięgną po hulajnogi? Wydaje się to co najmniej niepewne. Co gorsza, pandemia ma zabójczy wpływ na globalną turystykę, a turyści stanowili istotną grupę klientów Lime. Tak było także w Polsce – po roku działalności firma podawała, że 16 proc. użytkowników hulajnóg Lime w danym mieście to przyjezdni.

• Szerszy kontekst:

Sharing, czyli “korzystaj, zamiast posiadać”. Koronawirus wystawia tę ideę na próbę

Aby oddalić zagrażające bankructwo Lime przymierza się do cięć kadry. Informator “Bloomberga” twierdzi, że zarząd planuje zwolnienie 50-70 osób, m.in. w centrali w San Francisco (konkretne decyzje nie zostały jeszcze podjęte). Byłyby to już druga fala redukcji w Lime w tym roku – już w styczniu firma ogłosiła zwolnienia i wycofanie się z 12 miast na świecie, które biznesowo nie rokowały najlepiej.

• Czytaj też: Lime robi krok w tył. Wycofuje się z co 10. miasta

Tamte decyzje były jednak standardowymi zabiegami, obliczonymi na jak najszybsze dojście do rentowności. Pandemia koronawirusa spowodowała, że globalnym firmom oferującym usługi mikromobilności zajrzało w oczy bardzo poważne zagrożenie. Lime z całą pewnością nie jest tu wyjątkiem.


Zaciekawił Cię tekst? Możesz obserwować nas na Twitterze i Facebooku