Dziś na konferencji prasowej prezydenci Gdańska, Gdyni i Sopotu wspólnie poinformowali o „zerwaniu umowy z niesolidnym operatorem systemu Roweru Metropolitalnego Mevo” (cytujemy za informacją oficjalnego portalu miasta Gdańsk). Rzeczony operator to Next Bike Tricity. Jest to spółka celowa, powołana specjalnie do projektu Mevo przez firmę Nextbike, notowaną na warszawskiej giełdzie – potentata bikesharingu w Polsce, w tym operatora waszawskiego Veturilo.

„Mevo znika z ulic na co najmniej kilka miesięcy. Trzeba znaleźć nowego operatora systemu i zagwarantować użytkownikom zwrot pieniędzy wydanych na zakup abonamentu”

– czytamy w oświadczeniu samorządowców.

Imponujące deklaracje

Mevo to największa, nie tylko w Polsce, ale także w Europie, flota rowerów tzw. czwartej generacji, wspomaganych elektrycznie – tak przedstawiał przedsięwzięcie jego operator. Trójmiejski bikesharing miał być złożony wyłącznie z pojazdów z e-wspomaganiem, w liczbie ponad 4 tys., obsługujących aż 14 gmin. Każdy z jednośladów ma wbudowany m.in. komputer pokładowy, GPS, czytnik kart RFID – technologie służące temu, by pojazdy dało się zwracać i wypożyczać nie tylko na wyznaczonych stacjach, ale też poza nimi.

Klapa Mevo to zatem upadek z wysokiego roweru konia. Bolesny dla wszystkich.

Za projekt płaciło powołane przez samorządy stowarzyszenie Obszar Metropolitalny Gdańsk Gdynia Sopot (OMGGS). Cała umowa opiewała na ok. 40 mln zł. Do tej pory, jak podał inwestor, na Mevo wydano blisko 10 mln zł z publicznych pieniędzy (osobną kwestią są opłaty abonamentowe użytkowników).

Umowę zerwano, bo – skracając wyjaśnienia władz samorządowych – system okazał się niewydolny, awaryjny, a operator sobie nie radził.

Zamiast zaplanowanych ponad 4 tys. rowerów udało się wystawić (wg samorządów) tylko 1224, a użytkownicy zmagali się z ciągłymi problemami z ich dostępnością (związanymi m.in. z rozładowanymi bateriami). Od samego początku projekt realizowany był z dużymi opóźnieniami, za które OMGGS naliczał kolejne kary.

Z oświadczeń prezydentów wynika, że Obszar Metropolitalny zamierza przejąć wszystkie dostarczone dotąd rowery, 660 stacji, system IT i aplikację internetową. Ale przejąć, nie znaczy zarządzać i obsługiwać. Współdzielone rowery znikają z ulic do czasu ogarnięcia sprawy i wyłonienia nowego operatora. Samorządowcy zaapelowali do mieszkańców, by nie kupowali nowych abonamentów.

Biorąc pod uwagę stopień prawnego, biznesowego i operacyjnego zawikłania tematu (a jest w nim m.in. wątek współfinansowania unijnego) – wydaje się, że wspomniane „co najmniej kilka miesięcy” to bardzo optymistycznie zarysowany horyzont. Jeśli strony nie dojdą polubownie do porozumienia*, to niewykluczone, że prawdziwy kac po głośnym projekcie dopiero się zacznie.

Popularność przerosła możliwości

Biuro prasowe Nextbike nie chciało na gorąco komentować sprawy. Jak nam przekazano – komunikat w tej sprawie firma wyda najpewniej we wtorek*. Z jej wcześniejszych oświadczeń wynikało, że e-rowerów Mevo na ulice wyprowadzono więcej, niż podały dziś samorządy – mianowicie około 1,9 tys.

Jeszcze w październiku spółka poinformowała o udanym uplasowaniu nowej emisji akcji, z której pozyskała 2,3 mln zł – miały one pozwolić, jak mówił prezes firmy Paweł Orłowski „przede wszystkim na dokończenie projektu Mevo”. Ogłosiła też „rozpoczęcie procesu zmierzającego do zredukowania zadłużenia spółki NB Tricity”. A zaledwie 10 dni temu podała, że niemiecka fabryka dokończyła produkcję całej zaplanowanej floty 4080 jednośladów dla Trójmiasta – nowe rowery miały niebawem rozpoczynać w Polsce testy.

Upadek Mevo nastąpił po siedmiu miesiącach działania (system wystartował w połowie marca). Projekt był sukcesem pod jednym względem – popularności. Zapotrzebowanie na współdzielony rower miejski okazało się w Trójmieście bardzo duże.

Nextbike podał, że do połowy października liczba zarejestrowanych użytkowników przekroczyła 170 tys. A liczba wypożyczeń wyniosła w sumie ponad 2,2 mln.

W powszechnej opinii przerosło to możliwości operatora – przynajmniej w ramach ustalonych z OMGGS warunków finansowych.

Przypomnijmy, że w przetargu na Mevo w 2018 roku konsorcjum konkurencyjne wobec NB Tricity wyceniło w swojej ofercie system złożony z nieco mniejszej liczby rowerów elektrycznych (3,9 tys. sztuk) na niemal dwukrotnie wyższą kwotę – 77 mln zł. Przy czym – co jeszcze bardziej zwraca uwagę – największe różnice nie dotyczyły pojazdów, lecz ich obsługi. Stawka za samo zarządzanie flotą, jaką zaproponowała spółka zależna Nextbike’u (czyli zwycięzca przetargu), była niższa od konkurencyjnej aż kilkakrotnie: 4,7 mln zł versus 23,8 mln zł.

I być może właśnie tu należy szukać korzeni obecnej katastrofy.


*Aktualizacja 29.20.2019:

1) Spółka Nextbike Polska wydała komunikat, w którym informuje o zakończeniu współpracy NB Tricity i OMGGS. “Ta sytuacja nie ma wpływu na bieżącą działalność Nextbike Polska, obsługę innych systemów i użytkowników w samorządach w całej Polsce” – czytamy w komunikacie. – Zakończenie współpracy z OMGGS było jednym z branych przez nas pod uwagę scenariuszy. Obecnie przygotowujemy wniosek o ogłoszeniu upadłości spółki NB Tricity – mówi cytowany w nim Paweł Orłowski, prezes Nextbike Polska.

2) Kurs giełdowy Nextbike Polska spadł w ciągu ostatniego tygodnia o ponad 40 proc.


• Czytaj też:

“Nie będziemy czekać 10 lat” Rozmowa z Pawłem Orłowskim, CEO Nextbike Polska