Wypożyczane na minuty hulajnogi Volt Scooters to marka sieci należącej do spółki pod nazwą Match Me z Łodzi. Według KRS jej właścicielem i prezesem jest przedsiębiorca Zbigniew Jacek Zaborowski, rocznik 1959, działający także w branży gastronomicznej. Przy czym w lokalnych mediach w roli twórcy Volt Scooters występował inny Zbigniew Zaborowski, o drugim imieniu Filip – lat 24. Obu panów łączy cateringowa spółka Projekt Kantyna i zapewne bardzo bliskie pokrewieństwo.

Hulajnogowa usługa Volt wystartowała w kwietniu. A w październiku niewielka łódzka firma, kojarzona dotąd z działalnością jedynie na lokalną skalę, okazała się – dość niespodziewanie – jednym z najbardziej aktywnych graczy w swojej branży w Polsce. Hulajnogi Volt Scooters pojawiły się w Lublinie i Szczecinie – i być może na tym nie koniec.

– Obecnie w sieci Volt w trzech miastach jest dostępnych około 700 hulajnóg. Nie zamierzamy zmniejszać ich liczby na zimę, przeciwnie, możliwe, że do końca roku w samej Łodzi będziemy mieli 400 pojazdów

– mówi Marcin Wasiak, menedżer zajmujący się rozwojem biznesu i marketingiem Volt Scooters. W tym tekście to on jest głównym źródłem informacji o działaniach i planach łódzkiej firmy. Która, o czym warto od razu uprzedzić, deklaruje, że rozgląda się za inwestorem.

Z informacji od naszego rozmówcy wynika, że Volt ma w trzech miastach łącznie ponad 24 tys. użytkowników zarejestrowanych w swojej aplikacji. Z tego ponad 18 tys. przypada na Łódź. W rodzimym mieście hulajnogi Volt nie mają na razie konkurencji – i są własnością operatora.

Rozgrywka o Szczecin

Wprowadzenie marki Volt do pozostałych dwóch miast jest już natomiast dziełem pierwszego pozyskanego przez firmę franczyzobiorcy. To on na własny rachunek zakupił pojazdy i „wpiął” je w gotowy system sharingowy i aplikację Volt (kim jest? „To prywatny przedsiębiorca, nie możemy ujawnić jego personaliów” – usłyszeliśmy).

W Szczecinie łódzka firma miała przy tym sporo szczęścia. Zapisuje się w tym mieście jako pionier sharingu hulajnóg, choć niewiele brakowało, by Volt był tam dopiero trzecim graczem. Podejście do uruchomienia współdzielonych hulajnóg podjęły bowiem wcześniej lokalne szczecińskie firmy eRoller (spółka prowadząca w mieście stacjonarny sklep z e-hulajnogami i akcesoriami) oraz Cabbi.

Ta druga w pierwszej połowie października wypuściła nawet na ulice niewielką liczbę hulajnóg (lokalne serwisy pisały o ok. 50) i w ciągu 10 dni zebrała 10 tys. zarejestrowanych w swojej aplikacji użytkowników – czym sama spółka pochwaliła się na Facebooku. Zarazem jednak… zawiesiła działalność, prosząc o wyrozumiałość – i tłumacząc to koniecznością aktualizacji platformy. Niektórzy użytkownicy Cabbi odebrali ten zwrot akcji źle – bo wcześniej wpłacili firmie pieniądze i podpięli do aplikacji swoje karty kredytowe (w szczecińskich mediach pojawiły się nawet wątki sugerujące hulajnogowy przekręt, czemu firma stanowczo zaprzeczyła).


• Czytaj też:

Kradzieże hulajnóg hive na poziomie krytycznym. “Albo złodzieje, albo my”


 

W tej sytuacji hulajnogi Volt, wprowadzone do Szczecina w liczbie 200-300 sztuk, trafiły na przygotowany grunt. – Inni zapowiadali, my weszliśmy. Pod względem zainteresowania i wypożyczeń Szczecin wygląda bardzo dobrze. Widać, że mieszkańcy czekali tam na tę usługę – mówi Marcin Wasiak.

Z rozmowy z przedstawicielem Volta można odnieść wrażenie, że najsłabiej hulajnogowy biznes kręci się w Lublinie (gdzie działa też jest warszawska sieć blinkee.city). – Da się odczuć pewien dystans miasta wobec tego środka lokomocji, są obawy o problemy, o bałagan na ulicach – przyznaje Wasiak.

Hulajnoga na utrudnienia

Volt Scooters wykorzystuje jednoślady Segway ES4. Odblokowanie kosztuje 2 zł, minuta jazdy – 0,5 zł. Hulajnogi są zwożone, ładowane i relokowane przez stałych pracowników – firma nie korzysta z usług tzw. juicerów (wg nomenklatury Lime), czyli niezależnych „ładowaczy”.

Dotychczasowe dane wskazują, że obecnie e-hulajnoga najmocniej jest wykorzystywana w dni wolne od pracy – czyli jako pojazd rekreacyjny,. Wasiak jest jednak przekonany, że przyszłość elektrycznych hulajnóg to praktyczna funkcja dojazdowa – szczególnie, gdy miasta będą stopniowo ograniczać ruch samochodowy w centrach.

– To ujawnia się na razie w sytuacjach, gdy w mieście są z jakiegoś powodu utrudnienia, a ludzie muszą się dostać do celu podróży. Łodzianie już zorientowali się, że wtedy mogą sięgnąć po e-hulajnogę, na której pokonają dany dystans szybko i nie są ograniczeni korkami. Przykładem był Festiwal Świata pod koniec września, gdy wiele ulic w Łodzi zostało zablokowanych dla normalnego ruchu. W takich sytuacjach liczba wypożyczeń hulajnóg zwiększa się nam około trzykrotnie – mówi Marcin Wasiak.

Eksperymenty ze stacjami

O planach rozwojowych swojej firmy Wasiak mówi bez podawania szczegółów. Sygnalizuje jednak co najmniej dwa kroki, które warto odnotować.

Po pierwsze – jest to przymiarka do modelu wypożyczania hulajnóg przy użyciu stacji dokujących – w odróżnieniu od obecnego modelu swobodnego (free float), w którym odbywa się to wprost z ulicy. Korzyścią ze stacji jest większy porządek na ulicach, większa przewidywalność oraz brak konieczności relokowania pojazdów i zwożenia ich do ładowania (bo hulajnogi ładowałyby się na stanowiskach w stacji). Minusem – m.in. mniejsza elastyczność oraz koszt instalacji urządzeń dokujących.

Hulajnogi Volt - stacje
Swój pierwszy prototyp stacji dokująco-ładujących łodzka firma pokazywała już publicznie. Fot. materiały firmowe

– Chcemy przeprowadzić pilotaż, rodzaj projektu badawczego, który pozwoliłby zebrać dane i pokazał wpływ zastosowania stacji na wypożyczanie i wykorzystywanie e-hulajnóg – zapowiada Wasiak.

Druga rzecz to potencjalne wyjście Volt Scooters za granicę. – Przymierzamy się do testów w jednym z państw europejskich i jest to prawdopodobnie jeszcze kwestia tego roku. Dopóki wszystko nie będzie dograne, nie mogę jednak podawać żadnych szczegółów – zastrzega Marcin Wasiak. Jeśli firma zrealizowałaby tę zapowiedź, byłaby pierwszym polskim operatorem sharingu hulajnóg poza granicami Polski (w kilku miastach Europy działa już blinkee.city, ale na razie ogranicza tam swoją ofertę do skuterów elektrycznych).

Niewykluczone jest też, że hulajnogi Volt pojawią się jeszcze w tym roku w następnym mieście Polski – o ile obecny lub kolejny franczyzobiorca zdecyduje się na taki krok.


• Czytaj też:

Jak niemieckie firmy ukradły show polskim startupom