Policja – przynajmniej w Krakowie – nie będzie karała użytkowników e-bike’ów za domniemaną zbyt dużą moc silnika elektrycznego (czy to nadrukowaną na silniku, czy sprawdzoną dla danego modelu w internecie). Policjanci zdają sobie sprawę, że ten parametr nie musi odpowiadać rzeczywistej mocy napędu, a to o napędzie jest mowa w definicji roweru w Prawie o ruchu drogowym stanowiącej, że nie może on być nominalnie mocniejszy niż 250 W.

Baner Electricall czarny

Baner Velofy - ubezpieczenia elektrycznych rowerów i hulajnóg

Trzeba natomiast liczyć się z karą (nawet 1500 zł), jeśli pojazd może na silniku rozwijać większą prędkość niż 25 km/h lub jeśli umożliwia jazdę na samej manetce. Przy tym policjanci deklarują, trochę między wierszami, że przy ewentualnej kontroli nienormatywnego roweru w praktyce ma znaczenie także to, w jaki sposób zatrzymany „rowerzysta” się zachowywał – czy jechał ryzykownie, ze zbyt dużą prędkością i łamiąc przepisy, czy jednak bezpiecznie i odpowiedzialnie.

Takie wnioski można wyciągnąć ze spotkania, które odbyło się 6 marca w Krakowie z inicjatywy lokalnych aktywistów lekkiej elektromobilności miejskiej. W obliczu nagonki na nienormatywne rowery elektryczne grupa ta, używająca dotąd tymczasowej, roboczej nazwy „Lex Manetka”, apeluje, by nie mieszać realnie niebezpiecznych zachowań na drodze (w czym przodują np. kurierzy food delivery) z samym użytkowaniem nienormatywnych pojazdów (czyli takich, które niekoniecznie „mieszczą się” w restrykcyjnych przepisach, określających dozwolony rower elektryczny).

Wyjątkowa inicjatywa

W prawie 2-godzinnym spotkaniu w Centrum Dialogu uczestniczyło także trzech krakowskich policjantów z lokalnej drogówki, przedstawiciel Straży Miejskiej oraz dwoje przedstawicieli Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie. Miało ono głównie charakter dyskusji i wymiany opinii. Nie doprowadziło – bo nie mogło – do żadnych konkretnych konkluzji, pozwoliło jednak pokazać sobie wzajemnie różne perspektywy.

W tym sensie była to chyba unikatowa sytuacja w Polsce. Do tej pory różne oficjalne spotkania i konferencje były całkowicie zdominowane przez narrację niechętną wszelkim lekkim elektrykom, które wykraczają poza gorset obecnych przepisów. Jeden z przykładów – na filmie poniżej.

Kierowcy są karani nie za samochód, którym jeżdżą, tylko za ewentualne wykroczenie, które nim powodują. W ramach jednego z głównych naszych celów chcielibyśmy spowodować, że my, jako rowerzyści, bylibyśmy traktowani podobnie. Żeby najważniejsze było to, JAK jeździmy, a nie jedynie to, CZYM jeździmy – mówił Paweł Szlachta, jeden z reprezentantów grupy. Przedstawił różne pytania i postulaty użytkowników e-bike’ów, zebrane w zeszłym roku w prowadzonych online konsultacjach społecznych .

Inicjatorzy spotkania punktowali też absurdy, do których prowadzą obecne przepisy – na przykład takie, że mały, lekki, składany rowerek elektryczny, który sam w sobie nie stwarza na drodze żadnego zagrożenia (jedzie wolniej niż wielu „analogowych” rowerzystów), jest traktowany jako „nielegalny” tylko dlatego, że można nim jechać bez pedałowania.

Różowy rower elektryczny z silnikiem 1000 W
Organizatorzy pokazali uczestnikom spotkania kilka nienormatywnych e-bike’ów – wśród nich ten na zdjęciu, z silnikiem 1000 W. – Nieszkodliwy, miejski rower elektryczny, ograniczony do 25 km/h, którym matka może podwozić dziecko, formalnie jest „nielegalny” To nonsens – mówił Paweł Szlachta, współorganizator spotkania

Była mowa też o prędkości, której limit na elektrycznym wspomaganiu mógłby być w rowerze nieco wyższy. Np. w USA jest to 32 km/h, a nie 25 km/h jak w Polsce.

Dla zdrowego kolarza, który ma zdrowe kolana, prędkość 25 km/h to są trzy zakręcenia korbą, prawda? A tu się robi wielki problem – mówił Rafał Buczyński, drugi współorganizator spotkania.

W przepisach jest bardzo wyraźnie określone, co jest rowerem, a co rowerem nie jest. Może trzymajmy się takich założeń, bo one istnieją. Jeżeli panowie chcecie wpływać na przepisy, to każdy może to robić, jesteście na początku drogi. Zobaczymy, jak to wam pójdzie – kontrował Miłosz Kędracki z krakowskiego ZTP.

Zdalnie spotkaniu przysłuchiwali się także autor tego tekstu oraz Radosław Panas, popularyzator e-bike’ów, autor dużego kanału Taba Na Rowerze.

Dobry policjant…

Wątków było dużo, ich zreferowanie w tym miejscu, z racji charakteru dyskusji, jest niemożliwe. Pewne refleksje nasuwają się jednak po wypowiedziach policjantów. Jeden z nich, dobrze zorientowany w sferze technicznej dotyczącej e-bike’ów, wprawdzie nie wprost, ale deklarował pewien margines elastyczności.

Nie ma norm prawnych, które by nam wskazywały, w jaki sposób ten silnik [w rowerze – red.] ma być oznaczony. Mocą silnika steruje sterownik i dopiero ustawienia sterownika generują prawdziwą moc tego silnika. (…) Tego na drodze nikt nie jest w stanie sprawdzić. Mało tego, tego nawet nie wygeneruje nam hamownia, którą ktokolwiek legalnie zbuduje. (…) Moc silnika wylicza się z danych, jest to bardzo skomplikowane – mówił Dariusz Lizoń z Wydziału Ruchu Drogowego KMP Kraków.

Jeśli nakładamy karę, to za stan faktyczny, a nie za to, co ja mogę wygooglować np. w warunkach technicznych z Allegro (…) Bazując jedynie na warunkach, które są podane przez producenta, nie mogę kogoś karać tylko i wyłącznie na tej podstawie, bo producent daje szereg możliwości i narzędzi do tego, że to ja decyduję, które elementy są w rowerze aktywne, a które nie. Jeśli w danych producenta silnik ma 1000 W, ale sterownik jest zablokowany do 250 W (…) to podczas kontroli nie widzę nic w tym złego, nie widzę wykroczenia – mówił Dariusz Lizoń nieco później, zastrzegając, że opisuje sytuację, w której rower korzysta ze wspomagania tylko do prędkości 25 km/h, a później silnik jest odcinany.

…i zły policjant

Jego kolega z WRD KMP Kraków Dawid Zbroja prezentował znacznie bardziej rygorystyczne podejście. Mówiąc półżartem: można wręcz było odnieść wrażenie, że panowie podzielili się rolami.

Sama definicja roweru, która w chwili obecnej funkcjonuje, nie wypuszcza nas poza ramy które państwo próbujecie zmienić. To nie na tym etapie i nie na tym poziomie. Nie wiem, co państwo chcą osiągnąć. Nie możemy gdybać. Jeżeli przekracza 25 km/h [na silniku – red], to będzie karany. Mamy to stricte, czarno na białym. Powyżej 250 W, prędkość powyżej 25 km/h – nie jest to rower – mówił policjant.

W związku z powyższym trzymamy się tego, co jest, przygotowujemy dokumentację, nakładamy mandat. Jeżeli się pan z tym nie zgadza, zawsze ma pan prawo do odmowy przyjęcia mandatu i skierowania sprawy do sądu. Wtedy kierujemy sprawę do sądu i tam będzie pan sobie dociekał i dowodził tego, że to jest jednak rower, ale jedzie 27 km/h, bo panu jest ciężko uciągnąć psa, więc ma pan większą moc. My nie wyjdziemy poza te ramy – wyjaśniał Dawid Zbroja.

Problem Straży Miejskiej: identyfikacja piratów 

Dariusz Wywrocki, naczelnik Straży Miejskiej (a prywatnie, jak zadeklarował, intensywny użytkownik „legalnego” roweru elektrycznego), zwracał uwagę na anonimowość użytkowników e-bike’ów.

Powiem z naszej perspektywy, jako straży. My nie robimy badań technicznych pojazdów. My patrzymy na stricte na wykroczenie drogowe. Jeżeli ktoś jedzie na chodniku tam, gdzie nie powinien, między pieszymi, z prędkością większą niż pieszy, albo popełnia inne wykroczenia, np. przejeżdża po przejściu dla pieszych, to podejmujemy interwencję i wtedy niezależnie od tego, czy to jest rower elektryczny, czy zwykły, karzemy tego kierującego.

Ale największy problem, jaki mają wszystkie służby podczas kontroli, to jest identyfikacja tego rowerzysty. Czy ktoś myślał o tym, żeby w jakikolwiek sposób te rowery były oznaczone, czymś w rodzaju tablicy rejestracyjnej? Nie mówię, że to ma być akurat tablica, ale jakiś numer… To jest największa bolączka, jakoś musimy identyfikować – mówił Dariusz Wywrocki, odnosząc się do koncepcji poluzowania ograniczeń technicznych dla e-bike’ów i związanych z tym wyzwań.

Naczelnik Straży dodał, że sam od roku jeździ rowerem elektrycznym, robiąc po 50 km dziennie. Używa zwykłego, legalnego pedeleca o mocy nominalnej 250 W. – Uważam, że tego typu dobry rower wystarcza, naprawdę wystarcza ta moc bez najmniejszego problemu, żeby te 50-60 km dziennie robić. W przypadku takiego zwykłego użytkownika, jak ja, nie widzę po prostu potrzeby mocniejszego roweru – mówił.

Będą kolejne działania

W tym momencie, jeśli patrzymy na liczne zgłoszenia, które do nas trafiają, jeżeli chodzi o rowery elektryczne, to żaden z tych wniosków nie dotyczył tego, żeby łagodzić definicję roweru i dać możliwość  poruszania się z większą prędkością. Tylko w drugą stronę: ludzie czują zagrożenie, ponieważ te pojazdy szybko są w stanie rozwinąć zbyt dużą prędkość – mówiła na spotkaniu Małgorzata Jedynak z ZTP Kraków.

Prawie wszyscy między wierszami zgadzali się, że bardzo kłopotliwi są kurierzy, dostawcy jedzenia, najczęściej przybysze z dalekiej, egzotycznej zagranicy, mocno anonimowi i kompletnie ignorujący polskie przepisy.

Nam właśnie chodzi o zdroworozsądkowe podejście, ponieważ jest grupa użytkowników i hulajnóg i rowerów elektrycznych, którzy po prostu jeżdżą niebezpiecznie i ta grupa wpływa negatywnie na obraz całej społeczności. Ale chodzi o to, żeby nie karać za to wszystkich, jak leci – tłumaczył Rafał Buczyński.

Buczyński apelował też do Policji i Straży, aby nie oceniały sprzętu po wyglądzie – np. fatbike, elektryk na grubych oponach, może wyglądać „niepoprawnie”, będąc zarazem całkowicie przepisowym rowerem elektrycznym. Łapanki na e-rowerzystów, nie mówiąc już o inwestycjach w kosztowne hamownie do ich ulicznych kontroli, uznał, zwłaszcza w obecnej sytuacji budżetowej Krakowa, za stratę czasu służb i marnowanie publicznych pieniędzy, potrzebnych na ważniejsze cele.

Inicjatorzy krakowskiego spotkania zapowiadają organizowanie się i kolejne działania. Jak mówią, będą starali się spotkać z posłami na Sejm, by także im przedstawić swój punkt widzenia i apelować o poluzowanie przepisów – np. uwzględnienie w polskim prawie tzw. rowerów z napędem (dopuszczonych w UE) w taki sposób, by ta kategoria stała się atrakcyjna użytkowo.

Jeśli do takich spotkań dojdzie, będziemy je relacjonować.


⇒ Zapraszamy także na nasz kanał YouTube oraz na stronę na Facebooku

WSPARCIE