Zakaz korzystania w Polsce z publicznych rowerów miejskich obowiązuje od kwietnia. Rząd ogłosił go w pakiecie wraz z nakazem zamknięcia m.in. parków i terenów rekreacyjnych, w ramach kolejnej fali restrykcji służących ograniczaniu skali pandemii. Rowery zostały uziemione, ale decyzja – chyba dość nieoczekiwanie – okazała jednym z najbardziej kontrowersyjnych”koronawirusowych” obostrzeń. Do premiera Mateusza Morawieckiego zostało już skierowanych co najmniej kilka apeli i wniosków o jej cofnięcie lub modyfikację.

• Czytaj: Rząd zamyka rowery miejskie. Dyskusyjna decyzja

Już 1 kwietnia pismo do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wysłał warszawski Zarząd Dróg Miejskich. Urząd prosi w nim o ponowne rozważenie tej restrykcji, ponieważ, jak pisze szef ZDM Łukasz Puchalski,  “jej efekt może być przeciwny do zamierzonego”.

Swoje pismo skierowała też firma Nextbike, największy w Polsce operator systemów miejskiego bikesharingu (w tym warszawskiego Veturilo). Postuluje w nim, by ponownie umożliwić korzystanie z rowerów w dni powszednie, gdy ludzie używają ich przede wszystkim jako środka transportu w drodze do pracy (świadczy o tym choćby duży udział krótkich podróży, do 20 min). Nextbike proponuje zachowanie zakazu jedynie w weekendy, kiedy to rowery mogłyby w większym stopniu służyć do przejażdżek rekreacyjnych.

Dzień później “Apel w sprawie uwolnienia miejskich rowerów” wystosowała do premiera Unia Metropolii Polskich – ona również prosi o nowelizację rozporządzenia.

• Zapraszamy do śledzenia SmartRide.pl na Twitterze i Facebooku

Skrajem parku nie pojedziesz

Wczoraj petycję do kancelarii skierowała także organizacja Rowerowa Łódź – jak podaje, z poparciem wielu innych organizacji rowerowych z różnych miast Polski, m.in. Warszawy, Wrocławia, Poznania, Gdyni czy Białegostoku. Aktywiści rowerowi nieco inaczej rozkładają akcenty. Oni również postulują przywrócenie bikesharingu, jednak główny akcent kładą na konieczność ponownego dopuszczenia ruchu rowerowego przez tereny zielone.

Rządowa decyzja – trudno powiedzieć czy celowo, czy jako niezamierzony skutek uboczny – uderzyła bowiem nie tylko we współdzielone rowery, ale także utrudniła zwykłą, prywatną komunikację rowerową w miastach. Fragmenty tras przebiegające przez parki zostały bowiem zamknięte wraz z nimi – co zdezintegrowało infrastrukturę dojazdową.

Czasem jest to zupełnie absurdalne, bo droga dla rowerów potrafi biec obrzeżem parku, niemal przy ulicy – ale formalnie już na zamkniętym obszarze. Ilustrują to zdjęcia z Google pokazane przez Rowerową Łódź, jeden przykładów zapożyczamy poniżej:

Źródło: Rowerowa Łódź, Google

Bardzo trudno odgadnąć, jaki może być argument za takim rozwiązaniem. O ile w przypadku współdzielonych rowerów można się obawiać, że poprzez rączki czy hamulce będzie się rozprzestrzeniał koronawirus (choć dla zapobieżenia temu wystarczyłby nakaz jazdy w rękawiczkach), to już indywidualny, prywatny rower jest bezdyskusyjnie najbezpieczniejszym – obok prywatnego samochodu czy motocykla – środkiem transportu w warunkach pandemii.

Transport, a nie rekreacja

Zdaniem krytyków rządowej decyzji w sprawie rowerów, wydaje się stać za nią założenie, iż jednoślady są pojazdami typowo rekreacyjnymi. Stąd zestawienie jej podczas konferencji rządu z decyzją o zamknięciu parków i stąd zablokowanie miejskich rowerów przy jednoczesnym pozostawieniu swobody korzystania z taksówek, carsharingu, skuterów współdzielonych czy przede wszystkim – z transportu zbiorowego.

Rzeczywistość jest jednak inna. “Rowery tzw. „miejskie”, są nie tylko urządzeniami służącymi do rekreacji, ale również środkami transportu indywidualnego. Stanowią istotne uzupełnienie systemów komunikacji miejskiej, zwłaszcza w okresie obowiązywania ograniczeń liczby pasażerów w komunikacji publicznej i problemów z absencją kierowców i motorniczych” – pisze w swoim apelu Unia Metropolii Polskich. Ten argument powtarzają autorzy w zasadzie wszystkich wspomnianych pism i petycji.

Zamknięte parki i zakaz używania rowerów miejskich
Wygląda na to, że rowery miejskie dostały bana jako narzędzie rozrywki i sportu – tak jak place zabaw czy siłownie plenerowe. Fot Pixabay

Czy będzie zakaz rowerów po 11 kwietnia?

Walka z koronawirusem jest zjawiskiem nowym dla całego świata, więc przykłady działań w innych państwach i miastach zagranicznych trudno uznać za decydujące uzasadnienie. Niemniej – warto brać je pod uwagę. A wskazują one raczej na próby promowania transportu rowerowego w czasie pandemii (dla tych, którzy muszą się przemieszczać, rzecz jasna) niż jego ograniczania.

Pojawiają się m.in. takie rozwiązania, jak tymczasowe, dodatkowe pasy dla jednośladów, pozwalające rowerzystom łatwiej utrzymać wzajemny dystans (np. w Berlinie), wydłużanie darmowego czasu korzystania z roweru miejskiego (np. w Paryżu) czy zachęty dla pracowników służby zdrowia do używania rowerów zamiast transportu zbiorowego (np. Glasgow czy w Londynie) – i wiele innych. Niektóre inicjatywy są publiczne, inne prywatne, jedne i drugie mają swobodę działania.

W tym momencie nic nam nie wiadomo o jakiejkolwiek reakcji polskich władz na wspomniane apele. Decyzje o wyłączeniu bikesharingu i zamknięciu dróg dla rowerów przebiegających przez tereny zielone obowiązują na razie w krótkim horyzoncie – do 11 kwietnia. Jeśli po tym okresie pozostałe obostrzenia związane z koronawirusem będą przedłużane, okaże się czy w tej sprawie rząd uznał podniesione argumenty za przekonujące.


• Szerszy kontekst: Jak wyglądał polski rynek bikesharingu tuż przed pandemią? Sprawdź w naszej Strefie Danych

Mikromobilność. Strefa Danych