O zawieszeniu działania miejskich systemów roweru publicznego, takich jak warszawskie Veturilo, rząd poinformował dziś na konferencji prasowej. Jest to element kolejnej fali coraz ostrzejszych restrykcji, mających na celu opanowanie pandemii koronawirusa. Obostrzenia te mają wejść w życie od środy 1 kwietnia.

Na prima aprilis jednak nie wyglądają:

Zawieszenie rowerów
Slajd z wtorkowej prezentacji rządowej

Co ciekawe, z rządowych wyjaśnień wynika, że decyzja – wbrew pierwszym skojarzeniom – nie jest podyktowana obawą o roznoszenie wirusa na chwytach kierownicy czy innych punktach styku użytkownika ze współdzielonym rowerem. Zablokowanie bikesharingu to element szerszego zakazu z korzystania z parków, plaż, bulwarów, promenad – i właśnie rowerów miejskich. Zwrócił nam na to uwagę w dyskusji na Facebooku Pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. komunikacji rowerowej.

(…) Ostatnie doświadczenia pokazują, że są to miejsca, w których dochodzi do gromadzenia się ludzi, a tym samym – do zwiększania szans na zakażenie. Z tego też  powodu ograniczamy możliwość korzystania z rowerów miejskich” – czytamy w  uzasadnieniu na rządowym serwisie gov.pl.

Obecne założenie jest takie, że miejski bikesharing pozostanie zamknięty do 11 kwietnia.

• Czytaj też: Samoczyszczące rączki kierownicy. Innowacje kontra koronawirus

Blokada budzi mieszane uczucia

Decyzja wywołała kontrowersje i dyskusje. Jej zwolennicy podkreślali, że miejskie rowery bywają używane do jazd rekreacyjnych (obecnie społecznie niepożądanych), a ich kierownicy dotyka wiele kolejnych osób, co sprzyja przenoszeniu wirusa.  Ogólnie: im mniej zachęt do mobilności, tym lepiej.

Przeciwnicy zakazu z kolei argumentują, iż jazda rowerem na świeźym powietrzu jest obecnie jedną z najbezpieczniejszych form transportu dla tych osób, które mimo zaordynowanej samoizolacji muszą się przemieszczać – choćby do pracy. A miejski bikesharing stanowił pod tym względem systemową alternatywę dla transportu zbiorowego – w odróżnieniu np. od prywatnych systemów hulajnogowych, które na potężny spadek ruchu w miastach zareagowały zawieszeniem usług. Przed wirusem mogą zaś użytkowników zabezpieczyć choćby rękawiczki.

Veturilo zamknięcie
Znak zapytania na rowerach warszawskiego Veturilo okazał się proroczy. Po dzisiejszej decyzji rządu przyszłość bikesharingu w Polsce staje się coraz większą niewiadomą. Fot. ZD/SmartRide.pl

Blokada na bikesharing nie jest rutynowym działaniem władz w Europie w czasach pandemii. Przykładowo w sąsiednich Czechach sytuacja rozwija się (przynajmniej jak dotąd) w odwrotnym kierunku. Tamtejsze systemy rowerowe, w reakcji na pandemię, zwiększają swoją dostępność, poszerzając możliwość darmowego korzystania z jednośladów – właśnie z powodów wskazanych w poprzednim akapicie (tu pisze dziś o tym czeski serwis “CzechCrunch”). Są jednak także przykłady decyzji podobnych do tej podjętej dziś w Polsce.

W pakiecie nowych obostrzeń nie ma mowy o zablokowaniu usług carsharingu ani komercyjnych systemów współdzielonych jednośladów. Nadal wolno także używać własnego roweru. Nie jest jednak jasne czy wobec zamknięcia np. parków wyłączone z ruchu zostaną przebiegające przez nie trasy rowerowe, co mocno zaburzyłoby spójność ciągów komunikacyjnych.

To se ne vrati

Systemy publicznego roweru miejskiego w minionym sezonie działały w Polsce w aż 100 miastach, tworzyły one łącznie flotę ponad 26 tys. jednośladów. Są finansowane z budżetu miast. Przykładowo, największy z nich – warszawskie Veturilo z flotą ok. 5,5 tys. rowerów – działa tak, że jego operator, firma Nextbike, otrzymuje od miasta określoną kwotę za zarządzanie systemem (i zarabia na reklamach). Do miejskiego budżetu trafiają natomiast opłaty za wypożyczenia. Warszawski ZDM podawał niedawno, że w skali sezonu kwoty te pokrywają ok. 30 proc. kosztów Veturilo.

W pierwszym etapie zamknięcie miejskich systemów bikesharingowych nie uderzy więc finansowo w operatorów, lecz w budżety miast.

Ale może to być kamyk uruchamiający lawinę. Szczególnie, jeśli okres wyłączenia rowerów z ruchu się przedłuży.

Adam Jędrzejewski, prezes stowarzyszenia Mobilne Miasto, zrzeszającego firmy współdzielonej mobilności (w tym Nextbike), uważa , że rządowa decyzja to początek do trzęsienia ziemi na tym rynku. Tym bardziej, że bikesharing znalazł się ostatnio w Polsce na ostrym wirażu. W zeszłym sezonie wypożyczenia spadły. W tym roku widać było, że ogłaszane przetargi nie zawsze znajdują rozstrzygnięcie,  a ostatnio niektóre miasta ogłaszały, że rezygnują w tym roku z rowerów wobec innych potrzeb finansowych, związanych z pandemią.

Dodatkowo cały kryzys zgrał się niemal w czasie z ogłoszeniem przez ZDM w Warszawie przetargu na nowe Veturilo na następne osiem lat. W tym roku kończy się dotychczasowa umowa w stolicy. W listopadzie 2020 r. system w obecnym kształcie przejdzie do historii.

– Przewiduję poważny reset rynku. Niewykluczone, że teraz miasta będą wypowiadać operatorom umowy na bikesharing, powołując się na siłę wyższą

– mówi Jędrzejewski. – Zaczną się spory prawne. W nowym rozdaniu biznes może odpowiedzieć wyższymi cenami za usługi bikesharingowe. Możliwe, że będzie to preludium do ukształtowania się nowego modelu biznesowego na tym rynku – dodaje.


• Szerszy kontekst: Imponujący rozwój. Aż do zeszłego roku

Bikesharing w Polsce: kryzys czy epizod? Dwucyfrowe spadki wypożyczeń

Zapraszamy też na nasz Twitter i Facebook