W ubiegłym tygodniu sejmowa Komisja do spraw Petycji zajęła się postulatem, aby elektryczne hulajnogi mogły poruszać się po jezdniach na takich samych zasadach, jak jeżdżą nimi rowery. Chodzi o sytuację, gdy brakuje infrastruktury rowerowej i oczywiście z wyłączeniem autostrad czy dróg ekspresowych. Taką petycję wniosła fundacja o nazwie Cyber-Complex.

Obecnie, gdy nie ma drogi rowerowej, użytkownik elektrycznej hulajnogi może wyjechać na jezdnię tylko i wyłącznie tam, gdzie jest na niej ograniczenie prędkości do 30 km/h. W przeciwnym razie musi jechać chodnikiem (jeśli takowy jest) z prędkością zbliżoną do prędkości pieszego. W tej samej sytuacji rowerzysta jedzie jezdnią, ze swoją normalną prędkością.

Baner Electricall czarny

Baner Velofy - ubezpieczenia elektrycznych rowerów i hulajnógProblemy z zakazem e-hulajnóg na jezdni

Przepisy te podyktowane są względami bezpieczeństwa, ale zarazem rodzą problemy. A czasem, paradoksalnie, bezpieczeństwo zmniejszają. Dlaczego?

1. Przejazdy przez krawężniki i trawniki

Jeden problem to konieczność wykonywania różnych nadmiarowych manewrów. Czasem absurdalnie często, jeśli ktoś chciałby ściśle trzymać się przepisów – bo ograniczenia do 30 km/h bywają niekiedy na krótkich odcinkach, zmieniając się po zaledwie kilkudziesięciu metrach. Wtedy hulajnogista raz musi jechać jezdnią, a nie może jechać chodnikiem – a za chwilę zupełnie odwrotnie. W efekcie, chcąc być w zgodzie z przepisami, musi w wielu miejscach, w zależności od zmieniającego się często układu drogi, co chwilę przeskakiwać między drogą rowerową, chodnikiem a jezdnią.

Autorzy petycji zwracają uwagę na oczywiste zagrożenia związane z tymi manewrami, wymagającymi m.in. pokonywania krawężników.

2. Spięcia i kolizje z pieszymi

Drugą konsekwencją tego przepisu jest „wepchnięcie” hulajnóg elektrycznych na chodniki (formalnie: drogi dla pieszych). To rodzi oczywiste napięcia i generuje kolizyjne sytuacje, choćby z racji tego, że generalnie chodniki nie służą do ruchu pojazdów.

Piesi nie zawsze nawet wiedzą, że użytkownicy e-hulajnóg czasem nie mają innego wyboru – jazdę chodnikiem nakazują im przepisy.

3. Hulajnogowe „teleporty” i wykluczenie poza miastem 

Najbardziej fundamentalny jest jednak problem trzeci. Nierzadko jest bowiem tak, że gdy brakuje zarówno drogi dla rowerów, jak i chodnika, a na jezdni jest dopuszczalna wyższa prędkość pojazdów – np. 50 km/h – w ogóle nie da się jechać dalej elektryczną hulajnogą zgodnie z przepisami. Czasem nie ma nawet pobocza.

Rowerzysta normalnie kontynuuje wtedy jazdę jezdnią, a hulajnogista musi się… teleportować.

Szczególnie użytkownicy na terenach pozamiejskich podnoszą, że to de facto wyklucza ich całkowicie z legalnego ruchu, niekiedy zakazując im przejazdu po spokojnych drogach między miejscowościami czy podjechania z domu do wiejskiego sklepu.

⇒ OBEJRZYJ FILM LUB PRZECZYTAJ: Jezdnia definitywnie nie dla elektrycznych hulajnóg i UTO. Skąd wziął się ten zakaz? 

Przepis masowo łamany

Część z przywołanych wyżej argumentów fundacja składająca petycję podnosiła w jej uzasadnieniu.

Niezależnie od tego, jak oceniać sensowność zakazu jeżdżenia hulajnogą elektryczną po jezdni, pewne jest to, że mówimy o przepisie częściowo martwym. Wie to pewnie każdy, kto trochę e-hulajnogą jeździ: po prostu nie sposób go w pełni przestrzegać. Potwierdzają to wyniki naszego własnego badania na potrzeby raportu „Jeźdźcy 2024”. Prawie 73 proc. respondentów przyznało, że mimo zakazu zdarza im się jeździć e-hulajnogą po drodze mającej dopuszczalną prędkość większą niż 30 km/h.

Komisja sejmowa: jezdnia nie dla hulajnóg elektrycznych

Sejmowa Komisja do spraw Petycji nie miała jednak wątpliwości, że postulatu nie należy uwzględniać. Obrady zajęły jej około 5 minut. Do żadnego z przywołanych wyżej wątków nikt na Komisji się nie odniósł. Ba, w ogóle one nie wybrzmiały.

Elektryczna hulajnoga - jezdnia - ankieta
Jeśli macie ochotę wyrazić swoją opinię – zapraszamy do ankiety na naszym kanale YouTube

Referujący petycję poseł Marcin Józefaciuk w zasadzie nie podzielił się z resztą Komisji uzasadnieniem wniosku. Od razu wyjaśnił, że, jego zdaniem, nie należy go uwzględniać ze względów bezpieczeństwa. Tego „bezpieczeństwa” już nie rozwijał. Dodał, że tak, jak kierowca ciężarówki nie może wjechać w niektóre ulice, tak samo kierujący hulajnogą nie może wjechać w inne ulice i musi sobie trasę inaczej zaplanować.

Obecny na sali (jako doradca Komisji) Sławomir Piechota również był przeciw, co częściowo uzasadnił potrzebą trwałości przepisów, które nie powinny się zbyt często zmieniać. Negatywnie nastawiony był również przedstawiciel Związku Miast Polskich, stwierdzając po prostu, że miasta mają problem z hulajnogami.

Według Józefaciuka swoje negatywne stanowisko nadesłało także Ministerstwo Infrastruktury, zapewniając posłów, iż nie planuje żadnego wpuszczania e-hulajnóg na jezdnie.

Przeciw był także doradca legislacyjny Komisji. W tym przypadku było to stanowisko sformułowane wcześniej na piśmie i dość obszerne. Da się je jednak skrócić do stwierdzenia, iż autorzy petycji nie przedstawili żadnych wyników badań i analiz dowodzących, że po zniesieniu zakazu jazdy jezdnią bezpieczeństwo wzrośnie. A zapewnienie komfortu uczestników ruchu i dostępności infrastruktury drogowej dla wszelkich pojazdów jest mniej istotne.

Na koniec przewodnicząca Komisji stwierdziła, że elektryczne hulajnogi są mniej bezpieczne od rowerów, chociażby z racji małych kółek i możliwości, jakie mają. I tym samym petycja trafiła do kosza.

Zimny prysznic dla wierzących w debatę

Cały film z obrad Komisji do spraw Petycji możecie obejrzeć poniżej. Warto to zrobić, żeby zobaczyć, jak takie obrady wyglądają. Aby nie nie powtarzać naszego naświetlenia tematu na wstępie, możecie przewinąć wideo od razu do 4’42.

Najkrócej komentując: kwestia ewentualnej obecności e-hulajnóg na jezdni to trudny temat, być może najtrudniejszy w tej dziedzinie do rozsądnego rozstrzygnięcia. Są mocne argumenty za i przeciw, co więcej, do każdego stanowiska można przywołać scenkę czy wizualizację na jego sugestywne poparcie.

Różnice zdań są nawet wśród widzów naszego kanału. Jedni uważają, że na wielu drogach (w tym takich z ograniczeniem do 50 km/h, nie mówiąc o „szybszych”) jazda elektryczną hulajnogą po jezdni byłaby samobójstwem. Inni pytają, w jaki niby sposób użytkownik e-hulajnogi jest mniej chroniony lub bardziej niebezpieczny od np. emeryta jadącego na małym składaku – bo on już jezdnią jechać może…

Sprawy nie ułatwia zróżnicowanie techniczne elektrycznych hulajnóg – od bardzo małych i lekkich, na krótkie dystanse, po modele duże, cięższe i naprawdę stabilne, wyposażone w zawieszenie. Tymczasem wszystkie one są w jednym worku prawnym.

Tym jednak, co może smucić, jest styl odniesienia się do tego tematu przez posłów. A właściwie brak odniesienia się, poza rytualnym powtórzeniem kilkanaście razy słowa bezpieczeństwo.

Jeśli ktoś żyje w przeświadczeniu, że lepsze przepisy są możliwe, a w każdym razie, że jest przestrzeń do pewnej zdroworozsądkowej dyskusji na ten temat – np. z uwzględnieniem doświadczeń samych zainteresowanych – tutaj dostał zimny prysznic.


⇒ PRZECZYTAJ ALBO OBEJRZYJ” Czy(m) te dwa znaki się różnią? Ważne dla użytkowników e-hulajnóg

WSPARCIE