Analizujemy sytuację prawną elektrycznej hulajnogi z siedziskiem – dość popularnego typu pojazdu, który jednak przez planowane przepisy Kodeksu drogowego nie będzie traktowany ani jako hulajnoga elektryczna, ani jako  urządzenie transportu osobistego (UTO).

Ogólne informacje na temat nowych przepisów dla małych, osobistych „elektryków” przedstawiamy m.in. tutaj.

O tym, co te przepisy mówią (a czego nie mówią) o elektrycznej hulajnodze z siedziskiem piszemy szerzej tutaj. Teraz – pogłębiając ten temat – rozmawiamy z prawnikiem o niuansach i szczegółach interpretacyjnych nowego prawa. Naszym rozmówcą jest mec. Adam Baworowski, adwokat z Warszawy, współpracujący ze SmartRide.pl.


Zbigniew Domaszewicz: Załóżmy, że wchodzą w życie nowe przepisy, w takim brzmieniu, w jakim w lutym uchwalił je Sejm. Czym jest wtedy elektryczna hulajnoga z siedziskiem?
Mec. Adam Baworowski mówi o UTO
* Mec. Adam Baworowski – adwokat, specjalista od prawa nowych technologii, prowadzi indywidualną kancelarię w Warszawie. Wcześniej m.in. prokurator, konsultant ds. przestępczości nowych technologii.

Mec. Adam Baworowski*: Na pewno jest pojazdem. Do tej pory tak nie było, bo polskie przepisy w ogóle nie ujmowały tego typu elektrycznych urządzeń transportowych. Dlatego policja powszechnie uznawała, że użytkownik e-hulajnogi to pieszy. Ale to się zmienia – wraz z wejściem w życie wspomnianej ustawy elektryczne hulajnogi i UTO zostają zauważone i zdefiniowane w prawie o ruchu drogowym. To znaczy, że zarazem muszą zacząć spełniać określone warunki – w innym przypadku nie wolno im będzie jeździć po drogach publicznych.

Hulajnoga z siodełkiem ich nie spełnia. Ma siedzenie, więc zgodnie z ustawą nie jest hulajnogą elektryczną. UTO też nie jest.

Niestety, tak to wygląda.

Ale skoro ona nie jest ani hulajnogą elektryczną, ani UTO, to może nadal jest po prostu nieuregulowana, a jej użytkownik pozostaje pieszym?

Takiego rozumowania nie da się obronić. Do tej pory panowała bardzo specyficzna sytuacja, bo mieliśmy całą wielką grupę urządzeń, w żaden sposób nieopisaną w prawie. Czyli mieliśmy próżnię. Z prawnego punktu widzenia nie wiadomo było nawet czy to w ogóle jest sprzęt do transportu, czy może do zabawy lub rekreacji…

Teraz w miejsce tej próżni wchodzą definicje opisujące hulajnogę elektryczną i UTO. Kodeks drogowy już wie, że one istnieją, wie że są to pojazdy elektryczne i wie jakie warunki muszą spełniać. Jeśli ich nie spełniają, to teraz już są pojazdami, tylko niespełniającymi warunków. Tak, jak nasza hulajnoga z siedziskiem. Nie można już powiedzieć, że jest nieuregulowana.

· CZYTAJ TEŻ:
“Plany produkcyjne modeli z siodełkiem na 2022 r. zmniejszamy o minimum 50 proc.”

Zauważmy zresztą, że nawet wcześniej ta sytuacja nie była całkowicie jednoznaczna. Policja przyjęła, słusznie moim zdaniem, wspomnianą interpretację z pieszym. Ale i tak zdarzały się opinie, a nawet orzeczenia sądowe, w których uznawano e-hulajnogę za motorower. Czyli pomimo, że małe elektryki nie były w ogóle zdefiniowane, a hulajnogi nie spełniały definicji motoroweru – sąd uznawał, że są jej najbliższe.

Czy zapis w ustawie mówiący że e-hulajnoga to pojazd bez siedzenia i pedałów, ma związek z unijnym rozporządzeniem o homologacji?

Z całą pewnością. Zgodnie z tym rozporządzeniem, pojazdów bez siodełka nie trzeba homologować. A w Polsce autorzy nowych przepisów nie chcieli, żeby hulajnogi elektryczne i UTO podlegały obowiązkowi homologacji. Zapewne więc właśnie dlatego przyjęli taką definicję. Dzięki temu brak obowiązku homologacji e-hulajnóg w Polsce nie kłóci się z prawem unijnym. A częściowo kłóciłby się, gdyby elektryczna hulajnoga mogła mieć siedzisko. To rozporządzenie UE wyznaczyło kierunek myślenia. Inaczej mówiąc – nie można było nie wpisywać tego warunku.

Jakie są w takiej sytuacji rokowania dla elektrycznych hulajnóg z siedziskiem?

Oficjalnie i zgodnie z przepisami – powinny mieć homologację. Obowiązek wystąpienia o nią spoczywa na producencie lub jego przedstawicielu, trzeba ją uzyskać przed wprowadzeniem pojazdu na rynek. Świadectwo homologacji wydaje Dyrektor Transportowego Dozoru Technicznego, a badaniami zajmują się upoważnione jednostki.

Do jakiego typu zostałaby zaliczony w homologacji pojazd, który jest identyczny jak hulajnoga elektryczna, tyle że ma siedzisko?

To już jest bardziej pytanie do Dyrektora Transportowego Dozoru Technicznego, który bada pojazdy, oraz do producenta lub importera. Wszystko chyba jednak wskazywałoby w większości przypadków na motorower – czyli „pojazd dwu lub trójkołowy zaopatrzony w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h”. Ewentualnie na pojazd wolnobieżny, jeśli jego konstrukcja ogranicza prędkość do 25 km/h.

Przy czym, jeśli miałby to być motorower, to wtedy taki pojazd musi spełniać warunki techniczne wymagane dla motoroweru. Takie, jak odpowiednie światło mijania barwy białej z przodu, czerwone światło pozycyjne z tyłu, światło stopu, dwa niezależne hamulce, lusterko wsteczne, sygnał dźwiękowy, itp., itd. Te rzeczy są opisane w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych pojazdów.

Jest jeszcze możliwość tzw. dopuszczenia jednostkowego pojazdu nieokreślonego w przepisach. Takiego dopuszczenia również udziela Dyrektor Transportowego Dozoru Technicznego na podstawie Kodeksu drogowego, rozdział 1B, art. 70zn i n. Z takim wnioskiem może wystąpić nawet domorosły konstruktor, jednak jest to ścieżka uciążliwa i długotrwała, nie mówiąc już o tym, że kosztowna.

Siodełka bywają elementem, który daje się w prosty sposób zamontować w danym modelu e-hulajnogi albo zdemontować. Czy w takim przypadku nie można więc przyjąć, że to jest po prostu opcjonalny element wyposażenia, który nie zmienia natury pojazdu? W ten sposób można argumentować, że hulajnoga z domontowanym siedziskiem pozostaje hulajnogą.

Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. Żeby hulajnoga była hulajnogą musi niejako konstrukcyjnie nie posiadać siodełka. W mojej opinii te przepisy należy rozumieć tak, że niedopuszczalne jest nawet umieszczenie w konstrukcji miejsca na zamontowanie siodełka, gdyż będzie to prowadziło do zmiany konstrukcji pojazdu na taką, która wymaga już homologacji lub dopuszczenia, zgodnie z przepisami Kodeksu drogowego. Ale jestem bardzo ciekaw jak podejdą do tego sądy, jeśli tego typu sprawy do nich trafią.

Rysunek: hulajnoga z siedziskiem i zwykła
Brzmi to lekko absurdalnie, ale wystarczy zamocować siodełko, by ten sam pojazd z elektrycznej hulajnogi stawał się motorowerem, wymagającym homologacji i rejestracji – i zupełnie zmieniał swój status na drodze. Obrazek: Freepik.com
Idźmy dalej.

Niektóre kategorie pojazdów, żeby zostały dopuszczone do ruchu, podlegają oczywiście rejestracji. To z kolei opisane jest w art. 71-72 Kodeksu drogowego. Czyli trzeba uzyskać dla nich dowód rejestracyjny i tablice. Hulajnoga elektryczna według spodziewanych w Polsce przepisów żadnej rejestracji nie wymaga, ale motorower już tak. Zatem jeśli nasza hulajnoga z siedziskiem uzyska homologację jako motorower, to tak też zostanie zarejestrowana w urzędzie komunikacyjnym.

Kolejna rzecz – wchodzi wtedy także obowiązkowe ubezpieczenie OC dla motorowerów i pojazdów wolnobieżnych. Ten wymóg wynika z art 23 Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Za brak ubezpieczenia OC ustawa ta przewiduje kary – równowartość jednej trzeciej minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz opłaty za ilość dni pozostawania bez ubezpieczenia. Nie można też przekroczyć granicy Polski bez takiego ubezpieczenia.

Przyjmijmy, że udało się nam zarejestrować naszą e-hulajnogę z siedzeniem jako motorower i ją ubezpieczyć. Teraz dochodzimy do przepisów ruchu drogowego, które będą się do tego pojazdu stosować: czyli gdzie wolno nim jeździć, z jaką prędkością, etc.

Jeśli hulajnoga z siedziskiem zostałaby zarejestrowana jako motorower, to jej użytkownika obowiązywały takie przepisy, jak kierującego motorowerem. Musi np. jeździć w kasku. Na pewno nie wolno mu wtedy wjeżdżać na drogi rowerowe, bo one, zgodnie z aktualną jeszcze definicją, są zarezerwowane tylko dla rowerów i niekiedy także pieszych, ale to w szczególnych sytuacjach. A po nowelizacji – będą służyły również elektrycznym hulajnogom, UTO i urządzeniom wspomagających ruch, tzw. UWR. Motorowerom nie.

Z drugiej strony – taka hulajnoga-motorower miałaby pewne przewagi użytkowe nad zwykłą, „kodeksową” elektryczną hulajnogą.

Jakie przewagi?

Najważniejsze: będzie można nią jeździć po jezdniach, na których dozwolona prędkość przekracza 30 km/h – czego nie wolno robić na „zwykłej” hulajnodze elektrycznej. Czyli w praktyce będzie można jej używać w pełni legalnie na wielu drogach poza miastem, tam, gdzie nie ma dróg rowerowych, chodników ani jezdni Tempo 30, czyli żadnej infrastruktury, z której wolno korzystać na zwykłej e-hulajnodze.

Można też przewozić na niej ładunek, np. zakupy na bagażniku – to kolejna rzecz niedozwolona w przypadku elektrycznej hulajnogi.

Dodatkowo motorower ma OC przypisane do pojazdu i tablice rejestracyjne, więc można legalnie używać takiej hulajnogi z siedziskiem za granicą. Na przykład w Niemczech, gdzie na swoich zwykłych prywatnych e-hulajnogach Polacy nie mogą legalnie jeździć, właśnie ze względów ubezpieczeniowych.

Ale powtórzmy – to wszystko pod warunkiem, że zostanie zarejestrowana jako motorower.

A co będzie, jeśli kupię i będę jeździł hulajnogą z siodełkiem bez homologacji?

Wtedy wchodzi Kodeks wykroczeń. W art. 97 mówi on – trochę teraz skracam – że uczestnik ruchu na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, a także właściciel lub posiadacz pojazdu, „który wykracza przeciwko innym przepisom ustawy Prawo o ruchu drogowym lub przepisom wydanym na jej podstawie, podlega karze grzywny do 3 tys. zł albo karze nagany”.

Jeżdżąc pojazdem, który homologacji wymaga, a jej nie posiada, wykracza się przeciwko przepisom o homologacji – dlatego ten właśnie artykuł i kary mają tu zastosowanie.

Kara do 3 tys. zł brzmi paraliżująco. Czy to realne, że policja w Polsce będzie zatrzymywać ludzi na elektrycznych hulajnogach tylko dlatego, że mają przymocowane do nich siedzisko, które w żaden sposób nie powoduje dla nikogo zagrożenia?

Policja ma za zadanie pilnować przestrzegania prawa, a za nieprzestrzeganie przepisów nakładać mandaty, stanowiące przychód Skarbu Państwa lub samorządu. Wydaje się, że nic prostszego niż zaobserwować na ulicy hulajnogę z siedzeniem i wystawić użytkownikowi od 500 do 3 tys. zł mandatu. Taka hulajnoga rzuca się w oczy.

Zdjęcie otwarciowe: Techlife


Bądź  na bieżąco z mikromobilnością. Śledź nas na Facebooku lub Twitterze

WSPARCIE