Projekt “Ustawy o UTO” budzi zastrzeżenia użytkowników i branży – pisaliśmy niedawno. Uważają oni, że planowane nowelizacje wyeliminują z handlu i dróg takie rodzaje elektrycznych pojazdów osobistych, które są najlepszej jakości i najbezpieczniejsze. O interpretację zapisów proponowanych przez Ministerstwo Infrastruktury (projekt jest obecnie na etapie konsultacji) poprosiliśmy prawnika.


Zbigniew Domaszewicz: Czy jeśli „Ustawa o UTO” weszłaby w życie w brzmieniu zgodnym z obecnym projektem, to będzie możne sprzedawać i kupować środki lokomocji – np. elektryczne hulajnogi albo monocykle – niemieszczące się definicji UTO? Czyli takie, które np. mogą jeździć szybciej niż 25 km/h albo są cięższe niż 20 kg?
Adam Baworowski. Prawnik mówi o UTO
* Mec. Adam Baworowski – adwokat, specjalista od prawa nowych technologii, prowadzi indywidualną kancelarię w Warszawie. Wcześniej m.in. prokurator, konsultant ds. przestępczości nowych technologii.

Mec. Adam Baworowski*:Moim zdaniem tak, będzie można, ale w warunkach pewnej fikcji prawnej. Przy czym taka ustawa i tak zablokuje ich realne użycie w roli środka transportu.

To po kolei. Dlaczego będzie można je sprzedawać, skoro jest powiedziane, że przedsiębiorcy, którzy sprzedają lub wypożyczają pojazdy elektryczne lekkie, muszą zapewnić, by spełniały one wymagania określające UTO – i to pod groźbą kar?

Bo nie można czegoś takiego zabronić. Nie jest nielegalne ani karalne np. zbudowanie sobie jakiegoś urządzenia, które ma koła, silnik elektryczny i waży przykładowo 22 kg. A skoro wolno je posiadać, to wolno je też komuś sprzedać. Na tej samej zasadzie można posiadać, zaoferować i sprzedać ciężkie i bardzo szybkie hulajnogi elektryczne.

W takim razie o co chodzi z tym zakazem?

Nie będzie można takich hulajnóg sprzedawać ani wypożyczać jako UTO – czyli jako urządzeń transportowych, którymi wolno poruszać się po drogach publicznych. Wyobrażam sobie, że firma, która miałaby w ofercie np. e-hulajnogi rozwijające prędkość 50 km/h, będzie musiała przy tej ofercie zamieścić jasną informację dla klienta, że ta hulajnoga NIE JEST urządzeniem transportu osobistego i NIE SŁUŻY do jazdy po drogach publicznych.

To tak jak z dopalaczami – nie służyły do spożycia, a jedynie do celów kolekcjonerskich.

Mniej więcej tak.

A jeśli kupię e-hulajnogę, która jest w stanie rozwinąć prędkość zbyt dużą, jak na UTO – co będę mógł z nią zrobić?

Kolekcjonować. Jeździć u siebie na działce. Ewentualnie po jakimś prywatnym terenie. Dlatego wspomniałem o tej fikcji, bo wiadomo, że jeśli ktoś wydaje wiele tysięcy złotych na mocną i szybką hulajnogę, to nie po to, żeby jeździć nią dookoła domu pod miastem. Ale jeśli wyjedzie takim urządzeniem na drogę publiczną – może spodziewać się adekwatnej reakcji policji. Np. za wykroczenie – art. 86 kw „Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym…”

Co za to grozi?

Grzywna. A nawet orzeczenie zakazu prowadzenia pojazdów, jeśli uznać, że elektryczna hulajnoga, osiągająca prędkość 80 km/h – choć nie jest UTO – to jednak jest pojazdem.  Myślę więc, że takich ryzykantów wielu nie będzie.

Reasumując – obawy, iż w ogóle nie będzie wolno sprzedawać urządzeń, które służą do jeżdżenia, a są szybsze i cięższe niż reguluje to definicja UTO, są bezpodstawne?

Formalnie tak.

A w praktyce?

Myślę, że w praktyce popyt na nie zostanie zduszony niemal do zera. Pojedyncze sztuki będą pewnie kupowały osoby, które świadomie zlekceważą prawo i wyjadą nimi na drogę publiczną mimo jasnego zakazu. Albo do jakichś zastosowań ekstremalnych.

Ludziom, którzy chcieliby takim sprzętem faktycznie dokądś regularnie dojeżdżać, ustawa odbierze taką możliwość.

Firmy na świecie bardzo intensywnie rozwijają obecnie różne eksperymentalne, niewielkie pojazdy elektryczne, dostępne na rynku detalicznym. Czy dla takich środków lokomocji nie zostanie żadna furtka, żeby można było np. przekonać się, jak sprawdzają się w miastach?

Na większą skalę nie. Można oczywiście próbować rejestrować je jako pojazdy – np. jako motorowery. Ewentualnie w skrajnej wersji jako pojazdy samochodowe, o ile jakimś cudem spełniałyby wszystkie stosowne wymagania prawne i techniczne. Na podobnej zasadzie można zarejestrować tzw. samochód konstrukcji własnej, przejść homologację itd. Ale to długotrwała, skomplikowana i uciążliwa procedura, która na pewno nie nadaje się do rejestrowania elektrycznych hulajnóg.