Wprowadzenie obowiązku jazdy w kasku na elektrycznej hulajnodze, rowerze, e-bike’u i UTO dla osób do 16 roku życia zapowiedział wczoraj minister infrastruktury Dariusz Klimczak, po posiedzeniu KRBRD. Według jego deklaracji, nowy przepis ma zostać wpisany do Kodeksu drogowego w tym roku.

Zapowiedź wzbudziła spore kontrowersje, widoczne w komentarzach w mediach społecznościowych. Spotkała się przede wszystkim z krytyką organizacji i aktywistów rowerowych, którzy uważają, że grozi to cofnięciem rozwoju ruchu rowerowego. Ten głos jest słyszalny i zapewne będzie jeszcze lepiej słyszalny w procesie legislacyjnym, bo środowiska prorowerowe mają mocną reprezentację, dysponującą dużą siłą przebicia.

Baner Electricall czarnyBaner Velofy - ubezpieczenia elektrycznych rowerów i hulajnóg

Zarazem nie sposób zaprzeczyć, że to nie rowery, lecz e-hulajnogi (ściślej: ich użytkownicy) spowodowały taki właśnie zamiar resortu infrastruktury. Poniżej więc kilka przemyśleń w odniesieniu do hulajnóg elektrycznych. Jest to punkt widzenia autora tekstu i nie musi wyrażać (a nawet na pewno nie wyraża) poglądu dużej części użytkowników e-hulajnóg.

I bardzo ważne zastrzeżenie:

rozmawiamy nie o celowości noszenia kasku, tylko o prawnym obowiązku jego zakładania.

To fundamentalna różnica. Taka jak między pytaniem czy warto umieć pływać, a postulowaniem wprowadzenia zakazu wchodzenia do wody.

Kto na e-hulajnodze nosi kask, kto nie?

Najpierw odrobina kontekstu. Otóż, co może niektórych zaskoczyć, obowiązek jazdy w kasku ma widoczne, duże poparcie wśród użytkowników elektrycznych hulajnóg – ale tych świadomych, zainteresowanych dziedziną. Czasem można odnieść wrażenie, że kask stał się wręcz swego rodzaju fetyszem, odróżniającym lamera od użytkownika pro, którego atrybuty to kask szczękowy, do tego inne zabezpieczenia plus mocny, szybki sprzęt.

Gdy na naszym kanale YouTube zrobiliśmy ponad miesiąc temu ankietę – aż 42 proc. głosujących opowiedziało się za obowiązkowym kaskiem dla wszystkim, a dodatkowe 15 proc. za obowiązkiem tylko dla nieletnich. Za pozostawieniem zakładania kasku do decyzji jadącego było 43 proc.

Wyniki ankiety: Czy kask podczas jazdy na hulajnodze elektrycznej powinien być obowiązkowy?
Źródło: kanał SmartRide na YouTube

W naszym własnym zeszłorocznym badaniu „Jeźdźcy 2024” – które objęło głównie intensywnych użytkowników e-hulajnóg – ponad 72 proc. respondentów odpowiedziało, że jeździ zawsze w kasku, w tym 42 proc. w chroniącym szczękę. Z badania wynikało, że respondenci całkiem chętnie zaakceptują obowiązek jazdy w kasku (cóż, w końcu i tak go zwykle noszą) w zamian za hipotetyczne poluzowanie innych przepisów regulujących e-hulajnogi. To jednak dotyczy, sorry za anglicyzm, heavy userów.

Jakie środki ochrony stosujesz na elektrycznej hulajnodze? Wyniki raportu "Jeźdźcy 2024"

Obserwacje uliczne mówią co innego. Wśród osób jeżdżących „na mieście” kask na e-hulajnogach jest rzadki, a wśród okazjonalnych użytkowników „sharingów” praktycznie się nie zdarza, co wynika z samej okazjonalnej natury tej usługi. Domyślnym wyborem całej rzeszy „zwykłych” użytkowników e-hulajnóg jest więc raczej brak kasku, co też tworzy kontekst do oceny decyzji ministerstwa.

„Moja głowa, moja sprawa”. Argumenty przeciw

Skoro tak, to zacznijmy od argumentów przeciw.

Obowiązek noszenia kasku nie jest neutralny. Za kask trzeba zapłacić. Trzeba o nim pamiętać. Jest to dodatkowy klamot w podróży. I na pewno nie każdy chce mieć go na głowie zawsze, nawet wtedy, gdy jedzie pięć minut „po bułki”. Z całą pewnością taki obowiązek zniechęca część osób do jazdy jednośladem.

O ile dla ludzi traktujących jazdę poważnie, sięgających po ambitniejszy sprzęt, jeżdżących regularnie lub sportowo – kask jest oczywistością, o tyle dla masy „zwykłych” użytkowników – bywa upierdliwością. Dlatego właśnie organizacje promujące komunikację rowerową są niemal zawsze przeciwko obowiązkowym kaskom dla rowerzystów – wiedzą, że tworzy on dodatkowe ograniczenia i bariery.

Kask to karanie ostrożnych za jazdę ryzykantów

Sposobów zadbania o swoje bezpieczeństwo jest więcej niż jeden. Wszystkiego na drodze nie przewidzimy, jednak można przewidzieć dużo, a defensywna jazda pozwala nawet w sporym stopniu przewidzieć błędy i zachowania innych.

Niektórzy potrafią – lub im się chce – wybrać po prostu styl jazdy z dużym poziomem ostrożności. Jeżdżą powoli, bez brawury, obserwują otoczenie – w ten sposób minimalizują ryzyko. W zamian za to pozwalają sobie z kolei na komfort nieużywania kasku.

Nakładając na nich ten obowiązek, państwo odbiera im wybór jak chcą zadbać o swoje własne bezpieczeństwo.

W istocie rzeczy: karze ich za decyzje tych, którzy wybierają bardziej ryzykowny styl jazdy, skutkujący urazami.

Na prostym przykładzie: jadę hulajnogą elektryczną, widzę krawężnik. Wiadomo, małe koła, duże ryzyko. Jeden zejdzie i podprowadzi pod krawężnik, tracąc trochę czasu. Drugi uzna, że wprowadzanie jest dla frajerów i będzie pod krawężniki podjeżdżał. I kiedyś być może zaliczy glebę, rozbije głowę lub straci jedynki. I teraz – żeby ochronić tego drugiego przed skutkami jego własnych decyzji, państwo przymusowo nakłada kask na głowę także pierwszemu.

Można oczywiście powiedzieć, że wszystkiego nie przewidzisz. Ale sprowadzając rzecz do absurdu – statystycznie piesi w wypadkach (np. gdy najedzie na nich samochód) też giną często od urazów głowy. Kierowcy w zderzeniach zresztą również. Pełna dbałość o bezpieczeństwo sugerowałaby nakazanie, by jedni i drudzy zakładali kask po opuszczeniu domu. Nonsens, ale podobna logika. Taki argument wysuwają ironicznie m.in. rowerzyści niechętni nakazowi.

⇒ OBEJRZYJ: Bilans i wnioski po dużej lipcowej akcji policji

Ochrona jednokierunkowa

Koniec końców, jest jeszcze najbardziej uogólniony argument: moja głowa, moja sprawa. Nie każdy lubi, żeby państwo mu na tę głowę wchodziło z kolejnym nakazem, tym razem niemal dosłownie – z obowiązkowym kaskiem. Rozbijesz ją – twoja rzecz. Chcącemu nie dzieje się krzywda.

Tym bardziej, że kask to dbałość o bezpieczeństwo, ale jednokierunkowa. Chroni noszącego. Nie chroni natomiast innych na drodze przed jego własnymi ryzykownymi zachowaniami, co jednak byłoby znacznie bardziej przekonującym uzasadnieniem dla wszelkiej ingerencji państwa w wolny wybór.

Dlatego jeszcze raz: noszenie kasku warto promować, warto uzmysławiać ludziom jakich konsekwencji mogą dzięki niemu uniknąć. Na przykład śmierci lub spędzenia życia jako roślina. Ale dorosły człowiek powinien mieć prawo do własnej decyzji.

Zapowiedź ministerstwa dotyczy jednak na szczęście tylko nieletnich. To w bardzo dużym stopniu zmienia sytuację.

Przy całym braku entuzjazmu wobec mnożenia nakazów: w obecnych realiach decyzja Ministerstwa Infrastruktury wygląda na decyzję najlepszą z możliwych. Być może jeszcze lepiej, gdyby w parze poszło podniesienie wieku, od którego można jeździć, o czym niżej.

Obowiązkowy kask tylko dla młodzieży – decyzja najlepsza z możliwych?

Tegoroczna fala wypadków na hulajnogach elektrycznych, nawet pomijając oczywiste dramatyzowanie w mediach, jest faktem. Według publikowanych niedawno danych Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji od początku roku do 7 lipca policja zanotowała 571 wypadków, w których udział brały hulajnogi elektryczne. W tym były cztery śmiertelne. Niestety, wiadomo, że doszedł już piąty, kilka dni temu zginął 15-latek w Świeciu: wywrotka podczas szybkiej jazdy w dwie osoby.

I nie jest to pierwszy taki scenariusz tragedii. Prawidłowość jest tu dość porażająca: ogromny udział w tych wypadkach na e-hulajnogach mają dzieci i młodzież. To wręcz tegoroczny fenomen, ważniejszy od samego wzrostu liczby wypadków.

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak ogłasza, że będzie obowiązek jazdy w kasku na rowerze, hulajnodze elektrycznej i UTO dla użytkowników do 16 roku życia
Minister Dariusz Klimczak po posiedzeniu KRBRD ogłasza, że jego resort planuje wpisać do Prawa o ruchu drogowym nowy obowiązek. Fot. Ministerstwo Infrastruktury

Zrazem z wielu doniesień wynika, że ich skutki byłyby znacznie łagodniejsze, gdyby ofiary  miały kask – to zresztą oczywistość. Bardzo trudno zrozumieć dlaczego rodzice wypuszczają na drogę 12- 13- czy 14-latka na mocnej i szybkiej e-hulajnodze bez kasku na głowie, ale najwyraźniej to robią. Może jeszcze nie ogarniają, czym taki sprzęt jest.

„Coś z tym trzeba zrobić”

Niezależnie od przyczyn, taka sytuacja ewidentnie tworzy bardzo potężną presję społeczną, żeby coś z tym zrobić – od hejtu w social mediach na e-hulajnogi, przez głośne apele szpitali czy interpelacje poselskie z żądaniami, by nakazać noszenie kasku wszystkim. Podnoszą się też inne głosy. Stowarzyszenie Miasta dla Rowerów (ogólnopolska sieć organizacji, instytucji i osób działających na rzecz popularyzacji rowerów) już apeluje o to, by elektrycznym hulajnogom ograniczyć moc do 500 W.

Nawet najbardziej dogmatyczni przeciwnicy obowiązkowego kasku w gronie użytkowników elektrycznych hulajnóg mogą więc spojrzeć na ministerialną zapowiedź taktycznie.

Media o elektrycznych hulajnogach - screeny
Skala zainteresowania mediów tematem wypadków na e-hulajnogach jest ogromna. Przykłady kilku nagłówków z zaledwie dwóch-trzech tygodni

Rządzący zademonstrowali, że reagują na sytuację, zarazem sięgając po – z punktu widzenia zwolenników wolnego wyboru – „najniższy wymiar kary”. Zaostrzono obowiązki tylko w stosunku do części nieletnich. Wybrano możliwie chirurgiczne rozwiązanie, które w świetle wspomnianej ogromnej reprezentacji dzieci i młodzieży w wypadkach hulajnogowych, wydaje się bardzo dobrze trafiać w „grupę celową”.

Zarazem, nawet osoby nastawione najbardziej libertariańsko zapewne zgodzą się, że ingerencja państwa w odniesieniu do nieletnich jest jednak czymś znacznie bardziej uzasadnionym niż w stosunku do dorosłych. Można oczywiście narzekać, że państwo wchodzi w buty rodziców, ale między dogmatyzmem a zdrowym rozsądkiem jest różnica. Czekanie aż rodzice nauczą się chronić swoje dzieci na e-hulajnogach w drodze selekcji naturalnej tych drugich – to jednak byłaby dżungla.

Nie ma też wątpliwości, że akurat w przypadku elektrycznych hulajnóg kask (zwłaszcza z ochroną szczęki) bardzo dobrze koresponduje ze specyfiką tego pojazdu, na którym przy utracie równowagi głowa jest mocno narażona. Tu można przywołać choćby dane Komisji Europejskiej z 2023 roku, które pokazują, że jeśli chodzi o tragiczne wypadki, e-hulajnogiści są niebezpieczni głównie dla siebie samych. Ogromna część śmiertelnych wydarzeń tego typu w Europie to były wypadki solo – bez udziału innego pojazdu czy pieszego. Czyli najpewniej wywrotki.

Wypadek nastolatków na hulajnodze elektrycznej w Świeciu
Najnowsza ofiara śmiertelna wypadków hulajnogowych to 15-latek w Świeciu. Dwaj chłopcy jechali na jednej hulajnodze, wg mediów – zbyt szybko. Przewrócili się. Jechali bez kasków. Fot. KPP w Świeciu

Dzieci i elektryczne hulajnogi – problem systemowy

Problem w tym, że hulajnogi elektryczne, pomijając może proste modele miejskie, to w ogóle nie jest pojazd dla dzieci (dlaczego, to osobny temat). Polska granica wieku (10 lat) jest za niska i z automatu wymusza „niepoważne” traktowanie e-hulajnóg – czego rewersem jest np. absurdalnie niska dozwolona prędkość sprzętu (20 km/h). E-hulajnoga jako prezent komunijny to ukoronowanie takiego właśnie pozycjonowania tego pojazdu w przepisach.

Lepszym rozwiązaniem byłoby wyraźne podniesienie granicy wieku, przy poluzowaniu innych rygorów, w tym podniesieniu dozwolonej prędkości.

Skoro już jednak tę granicę ustalono tak nisko, to obowiązkowy kask do 16 roku życia ma sens nie tylko, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, ale też jako swego rodzaju mechanizm selekcji nieletnich użytkowników. Jeśli dzięki temu rodzice spojrzą na ten pojazd z większą refleksją i rezerwą, a liczba dzieci jeżdżących na elektrycznych hulajnogach spadnie – to tylko dobrze. Mówiąc może trochę cynicznie: będzie mniej problemów szkodzących rozwojowi tej dziedziny i utrudniających życie odpowiedzialnym użytkownikom.

A jeśli dodatkowo pomoże to młodzieży w wyrobieniu dobrego nawyku na resztę życia – również dobrze.

Obowiązkowy kask to tylko przepis. „Będą nosić niezapięte”?

Osobnym tematem jest to, jak będzie wyglądała egzekucja nowego obowiązku.

W przypadku motorowerów (skuterów) wymagane prawnie kaski noszą praktycznie wszyscy, nawet dostawcy jedzenia, bo skuterzysta bez kasku od razu rzuci się policji w oczy. Ale odróżnienie wyrośniętego 14-latka od niskiego 16-latka na e-hulajnodze czy rowerze nie jest już łatwe, co może zmniejszać chęć policji do bawienia się w kontrole, a w efekcie ograniczać także przestrzeganie nowego przepisu.

I skoro mowa o wypadkach nieletnich, to aż się prosi, żeby to wyciągnąć: w odróżnieniu od dorosłych, do jazdy e-hulajnogą potrzebują oni uprawnień, w postaci co najmniej karty rowerowej. I nie ma się co czarować: często-gęsto jej nie mają. To byłyby pierwsze, najprostsze rezerwy do zdyscyplinowania tej grupy wiekowej użytkowników, bez jakiegokolwiek zaostrzania przepisów. Służby z tej możliwości korzystają chyba nader rzadko.

15-latek w Radomiu jechał e-hulajnogą 57 km/h bez wymaganych uprawnień
W lipcu w Radomiu policja zatrzymała 15-latka jadącego e-hulajnogą 57 km/h (o 37 km/h więcej niż dopuszczają przepisy). Nastolatek kask akurat miał, ale wymaganych uprawnień – nie. Hulajnogi zapewne w tym wieku sam sobie nie kupił. Fot. KMP Radom

Każdy powinien mieć kask, ale nie powinno w to ingerować prawo, skończy się na tym że młodzi na znak protestu będą nosić niezapięte kaski, jak w Azji” – napisał jeden z widzów naszego kanału na YouTube, gdzie prowadzimy ankietę z oceną decyzji ministerstwa (na razie ogromna większość ją popiera). Taki scenariusz faktycznie nie jest wykluczony. A kask źle dopasowany lub źle zapięty swojej roli nie spełni. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku e-hulajnóg naprawdę dobrą ochronę daje dopiero kask szczękowy.

Jak będzie to wyglądało w praktyce – zobaczymy.

Więcej pożytku niż szkody

Reasumując: nawet podchodząc z dystansem do tendencji, by w imię bezpieczeństwa obejmować państwową ingerencją kolejne aspekty życia, można mieć dużą nadzieję, że ten akurat obowiązek, w wersji ograniczonej do dzieci i młodzieży, przyniesie sporo pożytku. A jeśli to zagra, to może kiedyś ochroni użytkowników elektrycznych pojazdów osobistych przed dalej idącym „opiłowaniem” prawnym.

⇒ MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

I jeszcze jedna myśl. Wspomniane tendencje organizacji rowerowych, by urządzać życie i projektować nowe ograniczenia użytkownikom elektrycznych hulajnóg mogą irytować. Natomiast w tym przypadku nieletni rowerzyści, jak się zdaje, faktycznie dostali rykoszetem. Nie znamy danych, ale nic nie wskazuje na to, by ich udział w wypadkach ostatnio znacząco się zwiększył. A skoro tak – nie ma uzasadnienia, by także im dokręcać śrubę. „Kaskowy” obowiązek powinien objąć tylko dzieci na sprzętach elektrycznych.


⇒ OBOWIĄZKOWY KASK – TAK CZY NIE? Dyskutujemy w Polskim Radiu Kierowców

WSPARCIE