Niemal równo rok temu opisywaliśmy historię emerytowanego inżyniera Marka Zdyba, który, jadąc w Sopocie na hulajnodze elektrycznej z domontowanym siodełkiem, został potrącony przez auto. Wtedy, ku swojemu zdumieniu, dowiedział się od policji, że jego pojazd w myśl prawa nie jest e-hulajnogą, tylko motorowerem – a w kolejnej odsłonie otrzymał pismo z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG) w związku z brakiem obowiązkowego ubezpieczenia OC dla motoroweru. Ubezpieczenia, którego – dodajmy – dla e-hulajnogi z siodełkiem wykupić się nie da.

Przypadek był indywidualny, ale problem jest systemowy. Mechanizm, który tu zadziałał, wskazuje, że w przyszłości takich historii może, niestety, przybywać – alarmowaliśmy wówczas. Jak się okazało – jedna z nich stała się teraz udziałem 70-letniej pani Barbary Dudek z Prudnika, użytkowniczki pojazdu, który kupiła jako „hulajnogę elektryczną Frugal Spirit z siedziskiem”. Sytuacja powtórzyła się niemal co joty.

Wypadek na parkingu

Oddajmy głos naszej czytelniczce. – W połowie sierpnia podjechałam moim Frugalem do Biedronki. Na parkingu przy sklepie młoda kobieta gwałtownie cofnęła zaparkowany samochód, nie zauważyła mnie i potrąciła. Przewróciłam się, kierująca omal na mnie nie najechała. Ktoś wezwał policję i pogotowie. W szpitalu stwierdzono złamanie ręki z przemieszczeniem, tydzień później przeszłam operację – opowiada pani Barbara.

Barbara Dudek - użytkowniczka e-hulajnogi z siodełkiem
Barbara Dudek, bohaterka historii opisywanej w tym artykule. Fot. prywatna

Po jakimś czasie policjant odwiedził ją, aby odebrać zeznanie. Wtedy poszkodowana usłyszała – jak relacjonuje – że ktoś na komendzie ustalił, iż jej Frugal Spirit, z racji posiadania siodełka, nie jest według przepisów e-hulajnogą, tylko motorowerem.

Policja żadnych konsekwencji z tego faktu nie wyciągała – przynajmniej jak dotąd. Z policyjnego pisma, które otrzymała potem pani Barbara wynika, że prowadzone jest dochodzenie o przestępstwo z art. 177 par. 1 Kodeksu karnego (nieumyślne spowodowanie  wypadku, w którym ktoś odniósł obrażenia), a ona traktowana jest w nim jako pokrzywdzona. Prawdziwym zaskoczeniem dla ofiary wypadku stało się natomiast pismo z UFG, które nadeszło nieco później.

„Pojazd marki motorower”. Kara: 1 tys.zł

UFG poinformował, że „otrzymał zawiadomienie o przeprowadzeniu kontroli dotyczącej spełnienia obowiązku zawarcia umowy ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych przez posiadacza pojazdu marki MOTOROWER o numerze rejestracyjnym BRAK TABLIC” .

Pismo jest niemal identyczne jak to, które rok wcześniej dostał wspomniany na wstępie Marek Zdyb. UFG wezwał emerytkę do przedłożenia kompletu dokumentów dotyczących pojazdu – poprzedniej polisy OC, dowodu rejestracyjnego, umowy nabycia pojazdu. Ewentualnie – przesłanie dokumentów potwierdzających, że pojazd jest zabytkowy i w związku z tym zwolniony z OC.

Inna jest jedynie kwota kary, która grozi Barbarze Dudek, jeśli żądanych dokumentów nie przedłoży (a tego nie zrobi: uzyskanie komunikacyjnego OC dla pojazdu jest w przypadku e-hulajnogi z siodełkiem niemożliwe). Rok temu UFG „wycenił” brak OC na 190 zł, teraz pani Barbarze grozi aż 1 tys. zł opłaty karnej.

UFG: to policja klasyfikuje pojazd

Jechałam na hulajnodze, powtarzam HULAJNODZE, nie motorowerze. Zostałam potrącona na parkingu przez cofający samochód. (…) Tak się składa, że nie ma możliwości opłacenia OC, ponieważ żaden wydział komunikacji w Polsce nie rejestruje hulajnóg! Za co więc mam płacić karę? Za głupotę ustawodawców? Za ich niekompetencję? – odpisała Barbara Dudek (jak przyznaje: w nerwach) na pismo UFG.

Niestety, nie do końca ma rację. Bo choć jej Frugal Spirit wygląda jak elektryczna hulajnoga (tyle ze z siedziskiem), to jednak formalnie nią nie jest. Kodeks drogowy definiuje bowiem elektryczną hulajnogę jak pojazd bez siodełka.

Kontekst prawny wokół e-hulajnóg z dodanym siodełkiem – a właściwie dziurę prawną, w jakiej znajdują się te pojazdy – opisywaliśmy już w kilku tekstach. Zainteresowanym polecamy lekturę tych artykułów. Wyjaśnialiśmy w nich genezę feralnego przepisu, jeszcze zanim wszedł on w życie – a tkwi ona w uregulowaniach Unii Europejskiej i nie jest polską specyfiką. Linkujemy do tych tekstów poniżej.

Przypadek pani Barbary zrelacjonowaliśmy rzecznikowi prasowemu UFG, Damianowi Ziąberowi, prosząc o komentarz. – Podkreślam: to nie UFG weryfikuje na miejscu, czyli na jezdni czy chodniku, rodzaj pojazdu i fakt istnienia bądź nie obowiązku posiadania jego ubezpieczenia. UFG nie wypracowuje tu żadnej własnej „linii podejścia”. Klasyfikacji pojazdu dokonuje dana służba, w tym przypadku: policja – mówi rzecznik Funduszu.

Innymi słowy: UFG zgodnie z procedurą reaguje na zawiadomienie otrzymane od policji, wysyłając pismo do właściciela pojazdu, który policjanci uznali za motorower. Szerszy opis takiej sytuacji z punktu widzenia Funduszu znajdziecie w naszej zeszłorocznej rozmowie z rzecznikiem UFG (zawarte w niej informacje – co potwierdziliśmy teraz z rozmówcą – pozostają aktualne).

Policjanci zaś, jeśli prześwietlą temat, mogą zauważyć, że Prawo o ruchu drogowym wyklucza siodełko w hulajnodze elektrycznej – i dojść do wniosku, że (z braku lepszej klasyfikacji) mają przed sobą motorower. Zawiadamiają więc UFG. I błędne koło się zamyka.

„Dla seniorów siodełko to błogosławieństwo”

W ubiegłym roku, po naszych publikacjach i w wyniku aktywnych działań Marka Zdyba, w sprawę zaangażowali się nawet niektórzy parlamentarzyści, zresztą z bardzo różnych partii. Składali interpelacje poselskie, pisali do UFG. Ostatecznie Fundusz, po otrzymaniu wyjaśnień, opłatę karną umorzył. Być może podobnie zareaguje także po zbadaniu sprawy Barbary Dudek.

Jej historia ponownie pokazuje jednak, jak bardzo przepis, który jest źródłem problemu, okazuje się nieprzyjazny, szczególnie dla osób starszych.

E-hulajnoga z siodełkiem: jeśli jest motorowerem, to wymaga OC
Niedrogi pojazd elektryczny z siodełkiem, którym można by jeździć po drogach dla rowerów, to coś, czego seniorzy wyraźnie potrzebują. Scenka z Warszawy. Fot. ZD/SmartRide.pl

– Ten Frugal to dla mnie błogosławieństwo – mówi Barbara Dudek. – Jestem chora na RZS, mam problemy z poruszaniem się, chodząc męczę się mocno uż po przejściu 100 metrów. Kiedyś jeździłam dużo na rowerze, ale teraz się boję, siodełko w rowerze jest już dla mnie za wysoko. Testowałam zwykłą hulajnogę elektryczną, ale czułam się niepewnie. A tutaj siedzę nisko, wystarczy że oprę nogi na ziemi i już stoję stabilnie. Mogę podjechać sama na zakupy, włożyć je do koszyka, ten Frugal ogromnie poprawia mi komfort życia i pozwala zachować samodzielność – opowiada.

– To jest coś, co polecałabym wszystkim starszym osobom. Prudnik to mała miejscowość, ale w pobliskim Opolu takich pojazdów używa wielu seniorów. Jestem pewna, że są zupełnie nieświadomi, iż robią coś wbrew przepisom – dodaje.

Odpowiedzialność producentów i sprzedawców

Hulajnogi z siodełkiem (używamy tego określenia w znaczeniu potocznym, nie kodeksowym) mają oczywiście swoich zwolenników nie tylko wśród osób starszych.

Z naszego oglądu sytuacji wynika, że – o ile nic złego się nie dzieje – policjanci sami z siebie raczej nie zatrzymują jeżdżących. Słyszeliśmy jedynie o sporadycznych przypadkach tego typu. Jeśli jednak już dojdzie do jakiegoś incydentu na drodze (a te się zdarzają, tutaj inny tegoroczny przykład z Malborka, skąd pochodzi policyjne zdjęcie otwierające ten tekst) – zaczyna się historia taka, jak ta.

I tu docieramy do jeszcze jednego wątku. Chodzi mianowicie o sposób, w jaki „elektryczne hulajnogi z siodełkiem” są oferowane na rynku.

Najbardziej świadomi użytkownicy (w tym czytelnicy naszej sekcji „SmartRide. Przepis na jazdę” oraz widzowie naszego kanału SmartRide TV na YouTube) zdają sobie sprawę z sytuacji prawnej tych pojazdów. Jednak ogromna rzesza klientów opiera się po prostu na opisach w sklepach lub na Allegro. A tam często są one oferowane po prostu jako hulajnogi.

Screenshot - oferta hulajnogi z siodełkiem
Przykładowa oferta „hulajnogi z siodełkiem”, podobnej do modelu używanego przez bohaterkę tekstu. Screenshot z Allegro

Można powiedzieć: nieznajomość prawa szkodzi. Ale trudno oczekiwać, by nabywca nabrał podejrzeń: pojazdy te po prostu wyglądają jak hulajnogi elektryczne. Co więcej, siodełko raczej zwiększa niż zmniejsza bezpieczeństwo ich użytkowania (większa stabilność), co tym bardziej nie skłania klientów do analizowania ich stanu prawnego.

Niemniej, przepisy są, jakie są. O ile można zrozumieć, że nabywca nie zna każdego punktu w Kodeksie drogowym, to już sprzedawca na pewno zdaje sobie sprawę ze statusu oferowanego pojazdu. Nazywanie go w opisie hulajnogą elektryczną, bez jakiegokolwiek zastrzeżenia, że Prawo o ruchu drogowym stanowi inaczej, jest – eufemistycznie mówiąc – nieodpowiedzialne. Sprzedaż pojazdu jest legalna, ale uczciwość wobec klienta nakazuje, by uprzedzić go o sytuacji prawnej. Niezależnie od wątpliwej sensowności takiego akurat uregulowania w przepisach.

[AKTUALIZACJA / WYJAŚNIENIE] Po publikacji tego tekstu odezwał się do nas Tomasz Łabno, CEO spółki Frelin, która jest właścicielem marki Frugal. Wskazał, iż końcowy fragment tekstu, w zestawieniu z wymienionym wcześniej modelem Frugal Spirit, używanym przez bohaterkę artykułu, może sugerować, iż to właśnie tej spółce lub jej dealerom zarzucamy nieetyczne działania. Nie było to naszą intencją – opisaliśmy praktyki, które można łatwo i licznie spotkać na mocno rozdrobnionym rynku, dotyczące bardzo różnych modeli i różnych sprzedawców: od sklepów na Allegro, po wielkie sieci handlowe.

– Od pierwszego dnia obowiązywania w prawie definicji hulajnogi elektrycznej model Frugal Spirit został wycofany z oferty, a stan magazynowy został wyprzedany jako „pojazd elektryczny”, z informacją, gdzie może być użytkowany – oświadczył Tomasz Łabno. Niniejszym wyjaśniamy więc sytuację, zmieniliśmy też screenshot ilustrujący przykładową ofertę hulajnogi z siodełkiem.


ZOBACZ TEŻ: 2022. Jaka hulajnoga elektryczna jest „legalna” w Polsce

WSPARCIE