Drogowcy w Warszawie nie będą już malować zebr dla pieszych w miejscach, w których ciągi piesze krzyżują się z drogami dla rowerów (DDR) – napisał  dzisiaj portal Haloursynów.pl. Na świeżo wyremontowanej drodze rowerowej przy jednej z dużych ulic Ursynowa nie została namalowana ani jedna zebra, choć wcześniej było ich tam sześć, w miejscach gdzie często przechodzili piesi. “Jak się okazuje to nie błąd, a nowa polityka miasta” – pisze autorka artykułu.

Nowe podejście wzbudziło duże kontrowersje, co widać m.in. po komentarzach w sieci.

Moment jest interesujący, bo po drogach rowerowych jeździ nie tylko coraz więcej rowerów, ale także osobistych pojazdów elektrycznych, głównie hulajnóg (obecnie jest to wbrew przepisom, ale tylko dlatego, że nie ma jeszcze “ustawy o UTO“). Szybki rozwój elektrycznej mikromobilności powoduje, że ruch na DDR-ach zwiększa się i różnicuje. Kwestia przechodzenia pieszych przez drogi rowerowe będzie więc z czasem nabierać coraz większego znaczenia.

• CZYTAJ TEŻ:
Drogi dla rowerów będą wkrótce drogami dla całej mikromobilności

Dlaczego likwidują “przejścia” przez drogę rowerową?

Podstawowy argument na rzecz nowej polityki warszawskiego ZDM jest taki: zebra na drodze rowerowej tworzy fikcję. Nie jest to bowiem przejście dla pieszych w myśl przepisów ruchu drogowego – brakuje mu wymaganych znaków pionowych. Dlatego właśnie w tytule tego tekstu słowo przejście wzięliśmy w cudzysłów.

ZDM zamieścił dziś w tej sprawie post na Facebooku. “Same wymalowane pasy nie mają żadnej mocy prawnej, dlatego odchodzi się od ich stosowania. Poprawne przejście dla pieszych przez drogę dla rowerów powinno też po obu stronach mieć znaki pionowe na sztycach. Oznakowywanie w tej sposób każdego przecięcia drogi rowerowej z chodnikiem to las znaków i chaos wizualny. Nakłada też na pieszych pewne obowiązki. Zgodnie z literą prawa nie powinno się przekraczać drogi poza przejściem dla pieszych” – wyjaśnia stołeczny urząd.

DDR na Ursynowie - już bez przejścia dla pieszych
W rzeczywistości już wcześniej zaczęto rezygnować z malowania pasów dla osób przechodzących przez drogi rowerowe. Dziś nowa polityka miasta została szerzej zauważona. Fot. ZD/SmartRide.pl

Nowe podejście ma zwolenników. Argumentują oni, że takie przejście przez drogę rowerową jest de facto dezinformacją. W efekcie piesi, uznając, iż na zebrze mają pierwszeństwo, wchodzą rowerzystom pod koła.

Tam nigdy nie było przejść dla pieszych (…). Tam były malowanki, o których rowerzyści wiedzieli że są nielegalnie, a piesi uważali za przejście” – pisała w dyskusji na FB jedna ze zwolenniczek likwidacji zebr.

“Wreszcie nie będzie tej fikcji, że pieszy myśli, że ma pierwszeństwo a w razie kolizji okazuje się sprawcą” – argumentował inny uczestnik dyskusji.

Potrącenia i konflikty na tym tle faktycznie dość często się zdarzały. Czasem takie wypadki przebijały się nawet do wysokozasięgowych mediów. Co ciekawe, interpretacje policji nie były wcale jednoznaczne – tu przykład z portalu Wirtualna Polska.

Czy przejście nienormatywne to przejście zbędne?

Nasuwa się jednak pytanie. Czy jeśli przejście przez drogę rowerową nie spełnia wszystkich formalnych wymogów co do oznakowania, to znaczy, że jest ono tam niepotrzebne i najlepiej zebrę po prostu usunąć?

W wielu miejscach droga rowerowa oddziela chodnik od przystanku autobusowego. Jeszcze częściej piesi muszą przekroczyć poprowadzoną po chodniku drogę dla rowerów, aby przejść przez jezdnię na drugą stronę ulicy. Zebra na DDR stanowi wtedy niejako intuicyjną kontynuację “pełnowymiarowego” przejścia przez jezdnię.

Przejście przez drogę rowerową - Al. KEN
Takie zebry dla pieszych na drogach rowerowych mają w Warszawie odejść do lamusa. Na zdjęciu Al. KEN. Fot. ZD / SmartRide.pl

Być może więc takie miejsca na drodze rowerowej powinny zostać oznakowane w jakikolwiek sposób, który uczulałby rowerzystów i hulajnogistów, że powinni tu jechać szczególnie ostrożnie i zwolnić?

Można też wyobrazić sobie postulat zmiany prawa tak, by przejście dla pieszych przez drogę rowerową po prostu nie wymagało znaków pionowych – i zarazem nie ograniczało pieszemu możliwości przekroczenia DDR-ki w innym miejscu.

Pewnej pikanterii dodaje sprawie fakt, że aktywiści walczący o preferencje dla pieszych oraz aktywiści rowerowi to często ci sami ludzie, przekonujący, że jednych i drugich trzeba chronić głównie przed kierowcami samochodów. Tutaj interesy pieszych i rowerzystów okazały się kolizyjne.

Usiłujecie wymóc na kierowcach pełną odpowiedzialność za pieszych, którzy coraz śmielej sobie poczynają wchodząc na pasy nawet bez rozglądania się, bo „kierowca powinien zwolnić  /zatrzymać się”. A w przypadku przejść przez DDR już wymagacie od pieszego uwagi, bo nagle jest intruzem na DDR (…) widzicie tu rozbieżność podejścia do tych samych pieszych?

Ludzie myślący głową, a nie dziennikiem ustaw, namalowaliby pasy, bo dzięki nim piesi będą wiedzieli, że jest “przejście”, a rowerzyści, żeby zwolnić”  – to przykładowe głosy  zwolenników dotychczasowego systemu.

Przejście przez drogę rowerową – alternatywy

ZDM nie odpowiedział nam dzisiaj na prośbę o komentarz w tej sprawie. Wydaje się jednak, że zaledwie rok temu sam urząd widział ten problem inaczej niż obecnie.

Rosnący ruch rowerowy sprawia, że coraz częściej dochodzi do konfliktów między rowerzystami i pieszymi. Szukamy rozwiązań, które pozwolą ograniczyć to zjawisko. Oprócz typowych, takich jak wyznaczanie zebr, testujemy również rozwiązania niestandardowe” – komunikował ZDM w sierpniu zeszłego roku, ogłaszając pilotaż trzech różnych koncepcji alternatywnych.

Pierwszą z nich były czerwone kratownice, namalowane w miejscu gdzie ludzie przekraczają DDR w drodze do przejścia dla pieszych.

Przejście dla pieszych przez drogę rowerową - alternatywne rozwiązanie
Jedno z rozwiązań z zeszłorocznego pilotażu. Źródło: informacja prasowa ZDM

Druga metoda to specjalnie rowkowane płytki, które mają wzmóc uwagę kierującego jednośladem i skłonić do zwolnienia. To zastosowano przy jednej ze stacji metra. “Popularna droga dla rowerów krzyżuje się tutaj z potokami pieszych wysiadających z metra, tramwajów i autobusów. (…) W miejscach takiego przecięcia wprowadziliśmy oznakowane przejścia dla pieszych, na których rowerzysta powinien ustąpić pierwszeństwa” – pisał ZDM

Trzecie rozwiązanie, testowane w parku Pole Mokotowskie, to zwężenie DDR o 50 cm z każdej ze stron: “Ma to stworzyć efekt wizualny, uprzedzający o zbliżaniu się do przecięcia z chodnikiem“.

Jak się sprawdziły te rozwiązania – na to pytanie nie dostaliśmy dziś odpowiedzi. Na Facebooku ZDM napisał tak: Dysponujemy badaniami, które wskazują na to, że wpływ oznakowywania przejść dla pieszych przez drogi dla rowerów na zachowanie pieszych i rowerzystów jest mniejszy niż się powszechnie uważa“.

“Nie ma co być bucem”

O opinię na temat przejść przez drogi rowerowe zapytaliśmy też członków grupy “Elektryczne hulajnogi” na Facebooku. Kilka odpowiedzi cytujemy niżej.

  • Zdarza mi się bardzo często zatrzymywać i przepuszczać ludzi na takich przejściach. I co śmieszne, rowerzyści się gotują i pytają w bardzo kulturalny sposób, po co się zatrzymuję“.
  • Bardzo często przepuszczam pieszych na przejściu przez DDR. Kilka razy zdarzyło się, że ja stałem, piesi już przechodzili, a rowerzysta jadący z przeciwka lub omijający mnie od tyłu, dzwoniąc wjeżdżał na przejście z dużą prędkością i przepychał się między pieszymi. Raz jednego dogoniłem na kolejnych światłach, to jeszcze na mnie wrzeszczał, że “mu się zatrzymałem przed nosem i że stwarzam zagrożenie“.
  • Obawiam się, że brak jakiegokolwiek oznakowania przejść przez DDR spowoduje, że wielu użytkowników DDR nigdy i nigdzie nie będzie ustępować pierwszeństwa przechodzącym pieszym, a po kolizji zawsze i wszędzie winą będą obarczać pieszego, który “wtargnął” im pod koła…
  • Ja na ogół zatrzymuję się i przepuszczam, ale to takie przyzwyczajenie nabyte. (…) Nigdy nie wiesz, kiedy wlezie ci pod koło znienacka“.
  • Zebra jest jest informacją dla kierującego rowerem, hulajnogą, czy czymś innym, że w tym miejscu częściej pojawiają się piesi, a dla pieszego – gdzie wygodniej przejść przez DDR. Jest wystarczająca“.
  • “Puszczam, bo co mi szkodzi? (…) Nie ma co być bucem. Zdrowy rozsądek i zwykła życzliwość nie wymagają żadnych kodeksów”.

I to jest dobre podsumowanie. Koniec końców zachowanie na drodze jest może w większym stopniu kwestią kultury osobistej i obycia niż przepisów i namalowanych na asfalcie znaków. Co nie znaczy, że nie mogą one tej kultury wspomagać.


Będzie nam miło jeśli polubisz SmartRide.pl na Facebooku lub Twitterze 🙂