Odkąd 1 marca 2017 roku firma Nextbike uruchomiła system Veturilo w nowej odsłonie – którą sama nazwała wówczas Veturilo 2.0 – warszawiacy przyzwyczaili się do kolejnych rekordów Warszawskiego Roweru Publicznego. W sezonie 2017 liczba wypożyczeń wskoczyła na poziom 5,2 mln – było to aż 2,7 razy więcej wypożyczeń niż rok wcześniej. W 2018 roku przyszedł kolejny rekord – 6,4 mln. Ale w tym roku trend wzrostowy nieoczekiwanie stanął.

Jak dowiedzieliśmy się w Nextbike:

od marca do końca lipca tego roku użytkownicy wypożyczali Veturilo 4,128 mln razy.
Rok wcześniej w analogicznym okresie było to 4,162 mln razy.

Elektryczność zamiast pedałowania?

34 tys. wypożyczeń mniej to przy tej skali różnica znikoma. Niemniej pytanie o jej przyczyny nasuwa się samo. Tym bardziej, że w tym sezonie po raz kolejny przybyło rowerów (5,5 tys. versus 5,3 tys. poprzednim roku) i doszły nowe stacje (380 versus 370). W marcu Nextbike zapowiadał, że dodatkowe osiem nowych stacji zostanie uruchomionych dzięki inicjatywie dzielnic, a nie dalej jak dziś firma podała, że doszła kolejna stacja, tym razem przy „Galerii Młociny” w Warszawie – efekt współpracy z prywatnym inwestorem.

Co więc zaszło? Pierwsze skojarzenie jest oczywiste – od listopada 2018 w stolicy jeżdżą, obok Veturilo, hulajnogi elektryczne, wprowadzone najpierw przez Lime, a potem także przez firmy hive, Bird, CityBee i blinkee. W sumie współdzielonych e-hulajnóg jest na warszawskich ulicach prawie 4,7 tys. (dane stowarzyszenia branży shared mobility Mobilne Miasto).

Czy część potencjalnych użytkowników roweru miejskiego przerzuciła się na sharingowe e-hulajnogi? Żadnej popartej badaniami odpowiedzi na to pytanie nie ma. Być może popyt  bikesharing po prostu się nasycił. Jeden z doświadczonych menedżerów z branży sharingowej, z którym o tym rozmawialiśmy (zastrzegł anonimość), nie ma jednak wątpliwości:

– Rok temu w lato widywałem głównie puste stacje. Dziś na stacjach widzę stojące rowery, a obok ludzie przejeżdżają na hulajnogach – mówi.

– To zresztą pokazuje, że obecni użytkownicy sięgają po e-hulajnogi w dużej mierze dla frajdy, bo cenowo nic nie uzasadnia wybierania ich zamiast Veturilo – dodaje nasz rozmówca.

To drugie nie ulega wątpliwości, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Finansowo warszawski rower miejski jest absolutnie bezkonkurencyjny – pierwsze 20 min. korzystania jest darmowe (system finansuje miasto). W odróżnieniu od Veturilo, hulajnogi powszechnie uchodzą za drogie – samo odblokowanie pojazdu to najczęściej wydatek ok. 3 zł. Zarazem jednak pewną rolę mogą odegrać promocje i kody na darmowe minuty, oferowane przez operatorów. Jeden z nich postanowił dać posiadaczom warszawskiej karty miejskiej co miesiąc 20 darmowych minut na swoich jednośladach. To są te rzadkie sytuacje, w których e-hulajnogi mogą wprost odciągać użytkowników od roweru miejskiego.

Veturilo hulajnogi
Rowerów i stacji Veturilo w tym sezonie po raz kolejny przybyło. Wypożyczeń – tym razem nie. Fot ZD / SmartRide.pl

– Jeszcze niedawno warszawiacy mieli do dyspozycji tylko rowery miejskie, a liczba przejazdów stale rosła. Aktualnie mają w czym przebierać – dostępnych jest kilka tysięcy hulajnóg i skuterów. Oferta stała się różnorodna, użytkownik wybiera pojazd, który w danym momencie bardziej mu odpowiada i nie zawsze jest to rower – komentuje Bartosz Kwapisz, współtwórca aplikacji take&drive, agregującej na jednym ekranie różne współdzielone środki lokomocji.

A może pogoda?

Aleksandra Myczkowska-Utrata, rzeczniczka Nextbike, którą poprosiliśmy o interpretację tych statystyk, odpowiada dyplomatycznie. – Hulajnogi stanowią uzupełnienie transportu w mieście. Podobnie jak rowery miejskie ułatwiają komunikację dojazdową. A ułatwienia w transporcie są w dużych miastach bardzo potrzebne – mówi. Obecny spadek liczby wypożyczeń jest jednak skłonna wiązać raczej z pogodą:

– Obserwujemy ogromne znaczenie czynników pogodowych – wskazuje rzeczniczka Nextbike.

– Przykładowo w marcu 2018 roku, kiedy było bardzo zimno, liczba wypożyczeń wyniosła niespełna 300 tys., podczas gdy w rok u bieżącym – ponad 800 tys. Z kolei w lipcu tego roku odnotowaliśmy o ok. 100 tys. wypożyczeń mniej niż rok wcześniej, bo lipiec 2019 był zimny i deszczowy – mówi Myczkowska-Utrata.

Jeśli tak, to być może sytuacja na koniec roku wróci do normy znanej z ostatnich lat i Veturilo odnotuje kolejny rekord. Jeśli nie – wyhamowanie wzrostu powinni brać pod uwagę autorzy koncepcji stołecznego roweru publicznego po roku 2021 (taka koncepcja właśnie się tworzy), kiedy to kończy się obecny kontrakt Nextbike na Warszawę.

Veturilo, hulajnogi i inne

– Spadek liczby wypożyczeń w warszawskim systemie roweru miejskiego to jasny sygnał, że mikromobilność miejska potrzebuje zmiany, aby dalej się rozwijać i lepiej odpowiadać na potrzeby użytkowników – uważa Adam Jędrzejewski, prezes Mobilnego Miasta (w stowarzyszeniu nie ma Nextbike, są natomiast czterej operatorzy e-hulajnóg).

Jego zdaniem dotychczasowy model współpracy bikesharingowego operatora z miastem nie zachęca do zwiększania liczby wypożyczeń i, cytujemy, “wykręcania kolejnych rekordów, które niejako w ostatnich latach wychodziły same z siebie, pomimo wielu zastrzeżeń dotyczących jakości i dostępności systemu”.

Veturilo stan techniczny
Jaki jest stan techniczny Veturilo wie chyba każdy, kto kiedyś się na nim przejechał – dosłownie i w przenośni. Na zdjęciu stacja na Ursynowie. Fot ZD / SmartRide.pl

– Możliwe rozwiązania to chociażby konkurencyjny rynek wielu operatorów, nowe formaty wypożyczania oraz nowe typy pojazdów, np. rowery elektryczne, rowery cargo, a może też elektryczne hulajnogi – mówi Jędrzejewski.

– Warto jednak podkreślić, że ogólna liczba przejazdów wszystkimi lekkimi środkami transportu stale rośnie

– dodaje Bartosz Kwapisz z take&drive – I wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach będzie rosła nadal.


• Czytaj też:

Milion przejazdów. Jak (i za ile) Warszawa jeździ na Lime