Już niemal połowa rowerów sprzedawanych w Holandii to „elektryki”, w Niemczech ta wielkość dobiega do jednej czwartej. W Polsce sprzedaż wspomaganych elektrycznie rowerów, określanych popularnie także jako e-bike (do niuansów w nomenklaturze wrócimy niżej), również rośnie, choć nie tak gwałtownie. Co sprawia, że ten typ jednośladu jest coraz bardziej popularny? Kto powinien pomyśleć o jego kupnie?

Materiał partnera: CentrumRowerowe.pl

Polacy wolą (na razie) tradycyjne rowery. Jedynie 2 proc. sprzedawanych modeli to e-bike (choć istnieją dane, które mówią o większym odsetku).

– Rower jest wciąż traktowany w Polsce jako narzędzie sportu i rekreacji, a nie jako środek transportu, który pozwala dojechać do pracy, szkoły czy sklepu – mówi Grzegorz Bargielski, prezes szczecińskiej firmy produkującej rowery elektryczne Geobike MFC, w rozmowie z dziennikarzami portalu szczecinbiznes.pl. – Teraz jako społeczeństwo mamy „w tyle głowy”, że lepiej mieć samochód za 10 tys. zł niż rower, gdyż tylko osoby, których nie stać na samochód jeżdżą do pracy na rowerach. Na szczęście to myślenie jest powoli przełamywane, szczególnie w dużych miastach, gdzie powstają nowe ścieżki rowerowe, a systemy tradycyjnych rowerów miejskich cieszą się popularnością.

Pandemia napędza „elektryki”

W efekcie sprzedaż „elektryków” cały czas rośnie. Co prawda twardych danych jeszcze nie ma, ale wniosek ten potwierdzają sprzedawcy. Coraz większe zainteresowanie obrazuje wykres Google Trends. Użytkownicy chętniej szukają informacji na temat e-bike’ów, a prawdziwy skok rozpoczął się z początkiem pandemii.

Google Trends: e-bike na świecie
Google Trends: zainteresowanie hasłem e-bike na świecie od początku 2019 r.

Trend ten zrozumieli także producenci i oferują rowery elektryczne w niemal każdym segmencie. Najbardziej popularne są modele górskie, miejskie i crossowe. Nie ma jednak przeszkód, by kupić szosówkę albo nawet gravela z silnikiem.

• Czytaj też: Elektryczny rower to przyszłość w miastach – prognozy CONEBI

Jak działa rower elektryczny?

W profesjonalnej nomenklaturze specjaliści rozróżniają czasem e-bike i pedelec jako odmienne typy elektrycznego jednośladu. Wtedy to pierwsze pojęcie oznacza rower, który może być napędzany elektrycznie niezależnie od tego czy rowerzysta pedałuje, czy nie (czyli można w nim “dodawać gazu” za pomocą manetki). Taki pojazd jest inaczej uregulowany prawnie. W nomenklaturze popularnej, na masowym rynku, określenia e-bike używa się jednak także wobec rowerów ze wspomaganiem elektrycznym (czyli pedelców) – i tak właśnie stosujemy je w tym tekście.

Zasada działania roweru elektrycznego jest bardzo prosta. W piaście lub w okolicach suportu umieszczony jest silnik. Jest on zasilany za pomocą baterii, która znajduje się przeważnie w ramie lub jest do niej przymocowana. Zdarza się, że bateria jest przytwierdzona do bagażnika. Wspomaganie uruchamia się podczas obrotu pedałami. Jeśli przestajesz pedałować, silnik nie pracuje.

Rower elektryczny - bateria przymocowana do ramy
Bateria przymocowana do ramy to jedno z typowych rozwiązań. Najnowocześniejsze rowery elektryczne skonstruowane są jednak tak, że baterii niemal nie widać, a sam pojazd na pierwszy rzut oka trudno odróżnić od tradycyjnego. Fot Pixabay

Trzecim elementem układu jest wyświetlacz. Na nim pokazywane są najważniejsze dane o prognozowanym zasięgu, poziomie naładowania akumulatora itd. To także na nim widnieje informacja o stopniu wspomagania. Można je zmieniać za pomocą manetki.

Poza tym rower elektryczny działa tak, jak każdy inny rodzaj jednośladu. Oczywiście jest znacznie cięższy, choć przy wspomaganiu nie ma to wielkiego znaczenia. O ile masa roweru górskiego z niższej półki to ok. 13-14 kg, porównywalny e-bike waży 22-23 kg (to oczywiście dane orientacyjne).

Warto wiedzieć, że na rynku oferowane są dwa główne typy rowerów elektrycznych: pedelec i s-pedelec. Wspólnym mianownikiem jest zasada działania: jeśli chcesz mieć wspomaganie, musisz pedałować. Ten pierwszy pozwala jednak na osiągnięcie prędkości maksymalnej 25 km/h, drugi zaś odcina wspomaganie dopiero przy 45 km/h. Z tego wynikają też różnice prawne. Aby kierować pedelcem, wystarczy mieć kartę rowerową (osoby po 18 roku życia nie muszą mieć takiego dokumentu). By jeździć na s-pedelcu, należy mieć prawo jazdy co najmniej kategorii AM. Co istotne: tym typem rowerów nie wolno jeździć po ścieżkach rowerowych.

E-rowery miejskie, crossowe i MTB

Rowery MTB ze wspomaganiem mają sporo zalet. Nie chodzi tu wyłącznie o odciążenie rowerzysty w pedałowaniu. Silnik pomaga użytkownikowi także podczas jazdy pod górę, co robi sporą różnicę. Dlatego w górskich kurortach na Zachodzie Europy słowo „e-bike” robi furorę. Dzięki wspomaganiu niemal każdy może wjechać na szczyt. Poza tym model elektryczny zapewnia lepszą trakcję.

E-rowerem pod górę
Podczas jazdy pod górę elektryczne wspomaganie jest nieocenioną pomocą. Kadr z klipu reklamowego rowerów elektrycznych firmy Orbea.

E-bike w wersji miejskiej ma za zadanie przewieźć nas z punktu A do punktu B, użytkownik „mieszczucha”, to ktoś, kto najczęściej chce po prostu dojechać do celu. W takiej roli rower elektryczny sprawdza się doskonale. Mniej się męczymy podczas jazdy, a dystans może być znacznie większy niż w przypadku tradycyjnego modelu.

„Elektryki” crossowe łączą funkcje obu rowerów, opisanych powyżej. Przeważnie umożliwiają jazdę po szutrze czy nawet leśnych ścieżkach. W tygodniu można na nich jeździć do pracy, w weekend na wycieczki.

Czy rower elektryczny to coś dla Ciebie?

Kto potrzebuje roweru elektrycznego? Można wskazać dwa podstawowe typy użytkowników, dla których wspomaganie oznacza zupełnie nową jakość w bieżącej eksploatacji jednośladu.

1. Lubisz turystykę rowerową, chętnie jeździsz w weekendy. Marzysz o przejechaniu trasy ponad stukilometrowej, ale pary w nogach trochę za mało, kondycja nie pozwala na pokonanie więcej niż 50 km…  E-bike to coś dla Ciebie! Twój zasięg wydłuży się, powiedzmy, do 150 km, które pokonasz bez większego wysiłku. Musisz tylko pamiętać o doładowaniu akumulatora, bo powrót rowerem ważącym 25 kg bez wspomagania może boleć. Jaki model byłby idealny dla Ciebie? Trekking z bagażnikiem to znakomity wybór!

2. Lubisz regularnie jeździć rowerem do pracy, samochód i korki to nie Twoja bajka. Zmuszenie się do wysiłku o 7 rano nie zawsze jest jednak proste. Lekkie wspomaganie elektryczne to w takiej sytuacji bardzo dobre rozwiązanie. Dzięki temu chętniej wsiądziesz na rower i mało się na nim zmęczysz. W Twojej sytuacji najlepszym wyborem byłby model miejski z bagażnikiem, błotnikami i oświetleniem. Najlepiej, by akumulator można było wyjmować – bo prawdopodobnie często go będziesz ładował (choć oczywiście wszystko zależy od pokonywanego dystansu).

Rower elektryczny dla turystyki - znacznie dalej zajedziesz
Rower elektryczny mocno poszerza horyzonty turystyczne. Miłośnicy wycieczek zajadą na nim znacznie dalej – i mniej się przy tym zmęczą. Fot. Pixabay

Wady rowerów elektrycznych

Czy to oznacza, że rower elektryczny nie ma wad? Tak dobrze nie jest…

  • Jedną z największych wad jest oczywiście cena. Za rozsądny rower elektryczny trzeba zapłacić ok. 5 tys. zł. To trzy-cztery razy więcej w porównaniu do tradycyjnych modeli
  • E-bike waży… dużo. Pisaliśmy o tym powyżej, do masy zwykłego jednośladu trzeba doliczyć nawet 10 kg. Podczas jazdy ze wspomaganiem to nie przeszkadza. Gorzej, jeśli się skończy prąd lub rower trzeba wnieść po schodach…
  • Czas ładowania. Napełnienie do 100 proc. akumulatora o pojemności ok. 500 Wh (watogodzin) trwa około 5 godz., w tanich modelach jeszcze dłużej.
  • Zasięg wynosi przeważnie około 100 km, w tańszych modelach ta wartość spada do zaledwie ok. 30 km. Jeszcze gorzej jest zimą. Oznacza to, że rower trzeba czasami ładować codziennie.

Na szczęście pierwsza wada jest przeciwnie skorelowana z kolejnymi. Jeśli wydamy więcej pieniędzy, nasz rower będzie lżejszy, naładujemy go szybciej i dojedziemy dalej.

Rowerem elektrycznym z historii w przyszłość

Co prawda rower elektryczny stał się popularny dopiero w XXI wieku, jednak jego historia sięga czasów, gdy Polski nie było na mapie. Pierwszy model z silnikiem powstał w 1892 roku. Jego bateria ważyła… 31 kg. Silnik był umieszczony nad tylną osią. Trzy lata później opatentowano e-bike z silnikiem w piaście. Przez kolejne dekady rozwój rowerów elektrycznych nieco zwolnił. Dopiero w 1975 r. pokazano rower Panasonica z napędem (przerzutką) 2×5, silnikiem w suporcie i… akumulatorem samochodowym. Niestety, projekt schowano do szuflady.

W 1989 roku Michael Kutter wpadł na pomysł technologii Pedal Assist System (PAS). Dzięki temu rowerzysta jest jedynie wspomagany przez silnik. Później Yamaha wprowadziła na rynek e-bike, ważący 31 kg. Jego zasięg wynosił zaledwie 20 km, a cena w przeliczeniu na złotówki 5 tys. zł. Przeciętny Polak musiał wtedy na ten model pracować… cały rok.

Dziś rozwój technologii rowerów elektrycznych bardzo mocno nabiera tempa. Niedawno francuska firma rowerowa Lapierre pokazała model eZesty. Karbonowy full (czyli czyli rower z pełną amortyzacją) ma skok 160 mm/150 mm (przód/tył) i waży jedynie 18 kg. Dodatkowo po odpięciu akumulatora i silnika można tę masę obniżyć o 3,5 kg. Wtedy mamy niespełna 15 kg, a to już nie tak wiele, szczególnie, że rower ma tradycyjną geometrię i można nim śmiało jeździć po najtrudniejszych trasach. Oczywiście coś za coś – maksymalny zasięg to do 60 km, czyli w porównaniu z innymi producentami niewiele.

Jeszcze bardziej spektakularny jest wynik Orbei. Model z najwyższej półki, szosowy rower z silnikiem Gain M10i, waży zaledwie nieco ponad 11 kg. Rower wygląda zupełnie klasycznie, ma nawet karbonowe koła z wyższym profilem. Za taką konstrukcję i jakość trzeba jednak płacić: katalogowa cena to niemal 39 tys. zł.

Materiał partnera: CentrumRowerowe.pl