Ogromną popularność w mediach – najpierw społecznościowych, a potem głównego nurtu – zyskały filmiki zarejestrowane wczoraj z samochodów, na których użytkownik hulajnogi elektrycznej jechał przez dłuższy czas wielopasmową trasą w Warszawie (w relacjach jest mowa o S8 i moście Grota-Roweckiego) z prędkością w okolicach 100 km/h. Równo z sunącymi trasą autami. Kadr z jednego z tych filmików posłużył jako zdjęcie otwarciowe powyżej.
Dla niektórych szokujący jest już sam fakt, że hulajnoga elektryczna jest w ogóle w stanie osiągać takie prędkości. Być może myśleli, że tego typu sprzęt sam się wtedy rozleci. Innych zdumiewa trasa, którą wybrał do jazdy jej użytkownik, w połączeniu z tą prędkością. Tak czy inaczej, obrazek jest niecodzienny.
Z czym właściwie mamy tu do czynienia?
Między eskcesem (człowiek pogryzł psa)…
Pierwsze możliwe wyjaśnienie – wbrew powszechnej ekscytacji, z niczym ważnym. Zwykły eksces, z gatunku tych, które od czasu do czasu się zdarzają i wirusowo zyskują wielkie zasięgi, więc trafiają na czołówki mediów.
Skoro kiedyś w samym centrum Warszawy, pod Rotundą, kobieta zdołała wjechać samochodem do przejścia podziemnego, to ktoś inny mógł teraz wyjechać elektryczną hulajnogą na S8. Zaledwie kilka tygodni temu rowerzysta po alkoholu pedałował autostradą A4 w okolicach Katowic. Rzecz z gatunku „człowiek pogryzł psa”, niespecyficzna dla rodzaju pojazdu i w gruncie rzeczy – bez znaczenia.
Szaleńcy, desperaci czy poszukiwacze za wszelką cenę adrenaliny się zdarzają i zawsze się będą zdarzali. Można powiedzieć: przynajmniej wybrał do jazdy z tą prędkością nie drogę dla rowerów, a drogę szybkiego ruchu. Tam był na swojej hulajnodze nieporównywalnie mniej niebezpieczny niż Majtczak czy Żak w swoich autach.
…a problemem (tiktoker poszukiwał zasięgów?)
Możliwe jest jednak też inne wytłumaczenie: hulajnogarz jechał tak, jak jechał, bo nagrywał z tej jazdy rolkę na TokToka, YouTube’a czy Instagram, która miała pokazać jego kozactwo światu. W tej wersji – zapewne był dodatkowo nieletni.
To znacznie gorszy scenariusz, bo wtedy sceny z drogi szybkiego ruchu jednak nabierają znaczenia – jako reprezentatywne dla szerszego zjawiska, chyba można już powiedzieć kulturowego, zyskującego coraz większą ekspozycję w młodzieżowych rewirach mediów społecznościowych.
⇒ MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:
Takie określenia, jak kukiriniarze czy surroniarze, do niedawna praktycznie nieznane poza wąską grupą obserwatorów, teraz weszły już nawet do języka mediów głównego nurtu. Być może tzw. zlociki i przejazdy na jednym kole trochę spowszedniały, więc któryś znalazł inny sposób na zasięgi: przejazd po S8 z prędkością 100 km/h.
Czy tak było, nie wiadomo. Na nagraniach kamerki nie widać. Ale i tak mogą pojawić się naśladowcy.
Elektryki na celowniku
Skoro już jednak o e-hulajnogach zrobiło się jeszcze głośniej, to niezależnie od tego, kto i dlaczego naprawdę jechał po S8, jedno można powiedzieć na pewno.
Scenariusz, w którym lekkie elektryki stają się gadżetem służącym do różnych ostentacyjnych i prowokacyjnych zachowań, często grupowych i praktycznie zawsze połączonych z łamaniem przepisów, to dla elektrycznej mikromobilności scenariusz jednoznacznie zły.
Samochody, motocykle czy rowery są „zadomowione”, więc społeczeństwo stało się zdroworozsądkowo uodpornione na ekscesy z ich użyciem – rzadko przypisuje takim incydentom, nawet tym dramatycznym, większą rangę, niż właśnie rangę ekscesu. Z lekkimi elektrykami jest inaczej. Tu po każdym obrazku pokazującym „szaleńca na hulajnodze” albo brygadę małolatów „przejmującą ulice” na kukirinach – z komentarzy wylewają się nawoływania „zakazać tego”. Tego, czyli e-hulajnóg w ogóle.
Jest jeszcze aspekt statystyczny: nieletni już w zeszłym roku odpowiadali za ponad 60 proc. wszystkich wypadków spowodowanych przez e-hulajnogistów. I stanowili 56 proc. ofiar wypadków z udziałem e-hulajnóg. W obu kategoriach – więcej niż wszystkie pozostałe grupy wiekowe razem wzięte. W tym roku zapewne będzie podobnie.
A może: uprawnienia AM na e-hulajnogę, jak na motorower?
Widać, że coś tu źle działa. E-hulajnoga plus młodzież równa się generator problemów. Nawet widzowie naszego kanału YouTube w ankiecie „Co będzie dalej z kukiriniarzami?” (można kliknąć w link, by wziąć udział) są bardzo dalecy od optymizmu.
Wymagana obecnie karta rowerowa jako narzędzie selekcji de facto nie funkcjonuje. Za słaba ranga uprawnienia. Powtarzane hasło „e-hulajnoga to nie zabawka” osłuchało się i spowszedniało, zanim zdążyło skutecznie dotrzeć do adresatów – czyli przede wszystkim do rodziców.
Być może rozwiązaniem, nad którym należałoby się więc w obecnej sytuacji zastanowić, są uprawnienia dla nieletnich na elektryczną hulajnogę analogiczne jak na motorower: prawo jazdy co najmniej AM, do zrobienia od 14 roku życia. Młodsi i ci bez uprawnień – jazda wyłącznie pod opieką rodzica, na przykład do szkoły. Tak, jak dziecko w wieku do 10 lat na rowerze. A trenować wheelie można poza drogami publicznymi.
⇒ OBEJRZYJ LUB PRZECZYTAJ: Mandat za dziecko na elektrycznej hulajnodze zapłacą rodzice. Policja znalazła paragraf
Nie ma co się łudzić, że to powstrzyma samych młodych kukiriniarzy, którzy w kaskach fullface czują się anonimowi. Ale może bardziej rygorystyczne uprawnienia stałyby się po prostu skutecznym otrzeźwieniem dla rodziców, którzy obecnie dzieciom taki sprzęt kupują, a co najmniej akceptują takie, a nie inne jego wykorzystywanie, bez własnej nad tym kontroli.
Na pewno byłby to w jakimś stopniu element dyscyplinujący. I pozwalałby lepiej egzekwować prawo Policji. Nie poprzez przesiewowe kontrole wszystkich użytkowników i sprawdzanie na hamowniach czy przypadkiem czyjaś hulajnoga nie może pojechać o pięć lub 10 km/h szybciej niż rozporządzenie przewiduje (czyli, strach pomyśleć, z prędkością średnio wytrenowanego rowerzysty) – tylko przez precyzyjnie działania, skierowane na najbardziej problematyczną grupą użytkowników.
Zarazem wprowadzenie takiego uprawnienia pozwoliłoby uznać, że e-hulajnoga to coś więcej niż jeździdełko. Jak widać na filmikach – nawet na drodze szybkiego ruchu może sobie nieźle poradzić. Ok, to żart. Ale jednak można by wtedy podnieść dozwoloną prędkość maksymalną i dopuścić je także na jezdnie z ograniczeniem do 50 km/h, którymi mogą przecież jeździć rowerzyści.
Środek transportu, nie gadżet
Na razie oglądamy swoisty paradoks: w czasach, gdy ceny paliwa na stacjach wchodzą na coraz bardziej kosmiczne poziomy, o niezwykle tanich w eksploatacji i wygodnych w użytkowaniu e-hulajnogach czy innych pojazdach elektrycznych mówi się głównie w kategoriach problemu.
Fakt jednak jest taki: żeby mikromobilność miała szansę harmonijnie się rozwijać, musi najpierw odzyskać wizerunek środka transportu (zresztą dla wielu bardzo użytecznego). W roli gadżetu do wyczynów dla młodocianych zawsze będzie wrogiem publicznym – to już nie ulega wątpliwości.
⇒ OBEJRZYJ LUB PRZECZYTAJ: Wzmocniony kaganiec. Zmiany w prawie dla elektrycznych hulajnóg i UTO, rząd chce zaostrzyć przepisy sprzętowe






























![E-hulajnogi Xiaomi serii 6 na 2026 rok. Czy warto na nie czekać i dokąd zmierza marka? [Opinia]](https://smartride.pl/wp-content/uploads/2026/02/Hulajnoga_Xiaomi_6_lr-218x150.jpg)













